Dlaczego los jest dla mnie taki niełaskawy? Czemu akurat mnie spotykają takie nieprzyjemności w życiu? Nie mam nawet komu zwierzyć się ze swoich problemów... Przecież nastolatka na wózku jest gorsza, prawda?
Nie uważam tak, aczkolwiek od 3 lat jestem inwalidką, od której odwrócili się wszyscy. Nie mam pojęcia dlaczego, czyżby się mnie obawiali? Nie jestem trędowata, ani nie zarażam tym, a więc, co nimi kierowało? Płytkie wartości dzisiejszej młodzieży są zdecydowanie przerażające. Na domiar złego jestem poniżana oraz gnębiona, ponieważ jestem niepełnosprawna. Nigdy nie mogę liczyć na pomoc ze strony swoich rówieśników.
W moim życiu nigdy nie było z górki, aczkolwiek wypadek, w którym straciłam matkę i wylądowałam na wózku, to najgorsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała. Mój ojciec po jej śmierci totalnie się załamał, wpadł w depresję, odizolował się od ludzkości. Całymi dniami przesiaduje w swoim pokoju, spoglądając w okno albo na zdjęcie mojej zmarłej mamy. Nie jest w stanie mnie wychowywać, jestem dla niego zbytnim obciążeniem. Nie mam mu tego za złe, to nie jego wina. Wypadek spowodowała moja matka, która zabiła również jakąś kobietę z dzieckiem. Do tej pory nie wiem, kim oni byli, ani nie znam ich rodziny.
Jedyną bliską mi osobą jest moja ciotka - Angie, której zawdzięczam wiele. Jako jedyna przez te 3 lata była dla mnie oparciem i jednocześnie najlepszą przyjaciółką. Angie to nauczycielka w Studio On Beat, jest to niesamowite miejsce, ale niestety nie dla mnie. W owej szkole bardzo ważny jest ruch i umiejętności taneczne, ja natomiast ze względu na sytuację w jakiej się znajduje, nie mogę tańczyć, to chyba jasne dlaczego. Mimo wszystko chciałabym poprosić Angie o to, bym mogła uczęszczać do Studio na lekcje fortepianu. Mam nadzieję, że takowa możliwość istnieje...
,,Marzę o cofnięciu czasu. Chciałbym wrócić na pewne rozstaje dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczytać uważnie napisy na drogowskazach i pójść w innym kierunku."
- Fran?
Usłyszałam pukanie do drzwi i ciepły głos mojej ciotki.
- Tak, Angie? Wejdź proszę, zapraszam.
Zza drzwi wyłoniła się wysoka, długowłosa blondynka o nieskazitelnym wyglądzie i niebanalnej figurze - moja ciocia. Jeśli chodzi o wygląd, to diametralnie się różnimy. Przede wszystkim jestem krótkowłosą szatynką, zaś ona jak już wspomniałam długowłosą blondynką. Poza tą jakże widoczną cechą jest też cała masa innych, które sprawiają, że jesteśmy totalnie inne.
- Przyniosłam Ci kolację, kochana.
Położyła tacę z jedzeniem na łóżku i spojrzała na mnie czułym wzrokiem. - Wszystko dobrze? Jesteś jakaś przygnębiona. Co się stało?
Usiadła obok mnie. Złapała za moją dłoń i zaczęła ją delikatnie głaskać. Jej dotyk był niesamowicie przyjemny.
Skierowałam wzrok w dół.
- Nic nadzwyczajnego... Rozmyślałam po prostu i mi się zrobiło smutno.
- Jesteś pewna, że to o to chodzi? Powiedz co Cię gryzie, a jakoś temu zaradzimy.
Przez moment siedziałyśmy w milczenia, aż w końcu odważyłam się jej odpowiedzieć.
- Nie wiem, Angie. Czuję się beznadziejnie. Jestem do niczego. Od 3 lat poza Tobą nie mam nikogo. Moi rówieśnicy mną pomiatają i traktują jak szmatę, mówiąc kolokwialnie. Nie chciałam powiedzieć o tym nikomu, ponieważ oni mi grożą. Boję się, że zrobią mi krzywdę i moje obawy z dnia na dzień coraz bardziej się nasilają.
Poczułam jak zbierają mi się łzy pod powiekami. A chwilowy brak reakcji ciotki wcale mnie nie uspokajał. Jej osłupiały wzrok miał w sobie coś irytującego. Naprawdę nie wiem dlaczego, po prostu mnie denerwował.
W pewnym momencie wybuchła płaczem.
- Jestem okropna, fatalna, beznadziejna... Nic o tym nie wiedziałam, nawet się nie zainteresowałam. Nie zauważyłam niczego. Jak ja mogłam? Przez ten cały czas tak cierpiałaś, a ja nie miałam o tym pojęcia. Wybacz mi.
Objęła mnie. Nadal szlochała.
- Nie obwiniaj siebie, to nie Twoja wina. Po prostu ja tego nie chciałam i unikałam tematu jak ognia. Nie potrzebowałaś żadnych zmartwień związanych z moją osobą. I tak uważam, że jestem dla Ciebie ogromnym kłopotem oraz ciężarem.
Oderwała się ode mnie i spojrzała na moją twarz. Zaczęła głaskać mnie po policzku.
- Nawet tak nie mów, dziecko. To nie jest prawda. Cieszę się, że Ciebie mam.
Ucałowała mnie w czoło.
Przez prawie cały wieczór siedziałyśmy wtulone w siebie, nie odzywając się.
Nie przełknęłam nawet kolacji, byłam zbyt zmęczona i smutna.
Spytałam Angie o lekcje gry na fortepianie mimo swoich obaw, że powie, iż nie ma takiej możliwości. Jednakże ona była taka zdeterminowana, powiedziała, że zrobi wszystko bym była nareszcie szczęśliwa.
Następnego dnia również złożyła papiery o przeniesienie mnie do innego liceum.
Kilka dni później byłam już w innej szkole. Ludzie tutaj byli zdecydowanie bardziej zaangażowani w pomoc mi, ale z nikim nie załapałam szczególnie dobrego kontaktu.
Tego dnia odbyła się moja pierwsza lekcja fortepianu. Angie przyprowadziła mnie do fantastycznego nauczyciela - Beto. Strasznie roztargniony człowiek, ale jednocześnie bardzo uroczy i zabawny.
Podeszło do mnie parę osób, by się przedstawić. Nie spodziewałam się takiego miłego przywitania. Moją szczególną uwagę zwrócił przystojny szatyn - León, który miał w sobie coś takiego, że momentalnie mnie paraliżowało.
- Witaj. Nazywam się León, uczę się tutaj.
Chłopak wyciągnął do mnie dłoń. Odwzajemniłam gest.
- Cześć. Ja jestem Francesca. Będę uczęszczać na lekcje fortepianu do Beto. Chciałabym uczyć się tutaj czegoś więcej, ale bycie niepełnosprawną koliduje z tym marzeniem. Szkoda, bo to niesamowite miejsce. Ludzie tutaj są sympatyczni i przyjaźni. Dawno takich nie spotkałam.
- Naprawdę? Tutaj wszyscy jesteśmy rodziną, której Ty również będziesz częścią od dzisiaj.
Uśmiechnął się do mnie, a mi zrobiło się gorąco. Był taki uroczy i szarmancki. Zaproponował, że pokaże mi szkołę. Nie mogłam mu odmówić.
Dużo rozmawialiśmy, wymienialiśmy uśmiechów. Polubiłam jego towarzystwo.
Wkrótce zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Między nami była jakaś fantastyczna więź, dzięki której mieliśmy tak dobre relacje. Był dla mnie wsparciem i we wszystkim mi pomagał. Bezustannie czekałam na jego dotyk na choćby nawet głupiego przytulasa. Czułam się przy nim taka bezpieczna.
~~~~~~
Pewnego dnia podczas lekcji fortepianu Beto poszedł po partyturę i zostawił mnie samą w sali. Rozglądnęłam się dookoła czy nikt na mnie nie patrzy. Zaczęłam delikatnie uderzać w klawisze fortepianu i falsetować.
Ahora sé que la tierra es el cielo,
Te quiero, te quiero
Que en tus brazos ya no tengo miedo,
Te quiero, te quiero
Que me extrañas con tus ojos
Te creo, te creo...
Byłam wtedy taka wolna i czułam się beztrosko.
Wnet zauważyłam, że w drzwiach stoi León. Spoglądał na mnie z uśmiechem na twarzy. Skrępowałam się i zawstydziłam. Nie dało się ukryć, że piosenka jest o nim...
- Wow! Masz niesamowity głos, naprawdę. To Twoja piosenka? Jest piękna!
Usiadł obok i objął mnie ramieniem. Spuściłam głowę. Było mi strasznie wstyd...
- Fran, co jest? Wszystko ok?
- Tak, tak. Dziękuję za komplement, to naprawdę miłe. Piosenka owszem - jest moja. Zdecydowanie jest skierowana do kogoś konkretnego.
Dotknął mojej twarzy i zdecydowanym ruchem skierował mój wzrok na siebie.
- Mówisz o mnie?
Odwróciłam wzrok.
- Nie uciekaj wzrokiem. Mów szczerze, Francesco...
- Tak! To o Tobie, zadowolony?
Poczułam łzy spływające po policzku. León przetarł je i po raz kolejny skierował moją twarz w kierunku swojej, trzymając rękę na mojej brodzie.
- Posłuchaj. Jesteś wspaniałą dziewczyną. Nie rozumiem dlaczego tak się zbulwersowalaś. Wstydziłaś się tego, że się we mnie zakochałaś?
Ty dla mnie też nie jesteś obojętna. Powiem więcej, kocham Cię, naprawdę Cię kocham, Fran.
Zarumieniłam się i uśmiechnęłam.
Dłuższą chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Jego oczy mnie hipnotyzowały.
Uniósł swoją dłoń i położył ją na mojej twarzy, Gładził moje policzki. Jego dłonie były męskie i czułe. Dotyk nieziemsko uspokajający. Mogłabym tak siedzieć całe swoje życie.
Zaczął się zbliżać ku mnie. Niedługo później nasze usta się styknęły. Najpierw delikatnie musnął moje wargi, a później nasz pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Splotłam ręce na jego ramionach. Czułam się taka szczęśliwa.
W pewnym momencie do sali wszedł Beto. Wypuścił wszystkie rzeczy z rąk.
- Ee, dzieci? Może nie będę przeszkadzać.
Beto przykucnął i zaczął zbierać upuszczone przedmioty.
- O, Beto. Nie, nie... To ja już pójdę. Pa, kochanie.
Zakomunikował León.
Wysłałam mu tylko całusa.
Nauczyciel zebrał rzeczy z podłogi i usiadł obok mnie. Był chyba lekko zakłopotany i nie mógł się skupić na nauce mnie. Dla mnie tak sytuacja też była niezręczna.
Kilka tygodni później znowu miałam zajęcia z Beto.
- Słyszałem jak śpiewasz, inni nauczyciele także. León nagrał Cię i nam pokazał. Robisz to z taką pasją. Twój głos jest fantastyczny. Razem z nauczycielami pomyśleliśmy, by spytać czy nie chciałabyś może zdawać egzaminu do studia i śpiewać tutaj?
Jego propozycja mnie zaskoczyła.
- Naprawdę bym mogła?
- Oczywiście, że tak.
- To najszczęśliwszy dzień w moim życiu, dziękuję!
Beto objął mnie.
Po jakimś czasie zdałam egzamin ze śpiewu i gry na instrumencie dzięki pomocy Leóna. Będę mu wdzięczna już zawsze.
Kilka tygodni później siedziałam w cieniu drzewa przed studiem. Skrobałam w swoim zeszycie tekst piosenki.
Mi corazón busca sin parar
una estrella en lo alto de este mar
si pudieras alumbrarme un camino hacia ti
es posible que te pueda encontrar,
cada mañana pienso en tu voz
y el momento en que te veo llegar
si esta vida se enamora de nuestra pasión
algún día nos podrá juntar.
Czułam się spełniona, gdy mogłam przelewać myśli na papier.
W pewnej chwili usłyszałam kroki kilku osób zbliżających się do mnie. Wyjrzałam zza kartki i zobaczyłam "ekipę rozboju" z mojej starej szkoły.
Momentalnie zrobiło mi się gorąco, chciałam stamtąd jak najszybciej uciec, ale nie było jak. Z chęcią zawołałabym pomoc, ale się bałam.
Byli coraz bliżej mnie. Serce zaczęło bić mi coraz mocniej. Poczułam krople potu spływające po mojej twarzy.
- Proszę, proszę, a to kto? Nasza Francesca? Jak się masz, kochana?
Powiedział jeden z nich - Diego szyderczym głosem. Te puste lalunie, wśród których była szczerze znienawidzona przeze mnie Violetta, chichotały na każde jego słowo. Tak jakby był ich guru. Iście mnie to irytowało.
- Czego chcesz, frajerze? Możesz się ode mnie odczepić?
Chłopak zaśmiał się. Jego ręka powędrowała na moje włosy.
- Nic, słonko chciałem Cię tylko odwiedzić w tym psychiatryku, który potocznie nazywają szkołą.
Spoliczkowałam go i wrzasnęłam.
- Nie dotykaj mnie! Że też masz czelność przychodzić tutaj, po tym co mi wszyscy robiliście!
Chłopak zachwiał się. Spojrzał na mnie i splunął mi na wózek. Pochylił się nade mną. Przestraszyłem się, okropnie.
- Posłuchaj, kretynko. Przyszedłem tu, ponieważ przez Ciebie miałem sprawę w sądzie.
Przełknęłam ślinę. Czułam na sobie jego oddech. W myślach modliłam się, aby odszedł.
- Nie chcę byś znowu skarży......
W pewnej chwili podbiegł León. Odepchnął Diego, aż ten utracił panowanie i się wywrócił.
- Słuchaj, koleś.....
W pewnym momencie zaniemówił i patrzył na Diego.
- Die - Diego?
Nie wiedziałam co się dzieje.
- To wy się znacie?
Spytałam.
León spojrzał na mnie, a potem znowu na chłopaka.
- Tak... Diego uczył się w Studio, ale odszedł.
Ta wiadomość mnie zaskoczyła. Mój wróg. Osoba, która dokuczała mi w szkole i nie dawała żyć uczyła się w Studio? Szok...
- Diego, dlaczego gnębiłeś Francescę? Dlatego, że jeździ na wózku? Jesteś niepoważny?
Spojrzałam na niego. Przecierał łzy. Nie rozumiałam o co mu chodzi do momentu, gdy nie powiedział czegoś co nami wstrząsnęło.
- Chcecie wiedzieć czemu? Proszę bardzo.
Przez jej matkę, która spowodowała wypadek 3 lata temu straciłem też swoją oraz młodszego braciszka. Mama była najważniejszą osobą w moim życiu. Teraz jej już nie ma. Od tego czasu wpadłem w złe środowisko. Zaczęły się używki, bijatyki, kłótnie i tym podobne. To mnie odstresowywało. Przede wszystkim chciałem zemścić się na Fran, bo to wszystko wina jej matki, ale dopiero teraz uświadomiłem sobie, że to był błąd. Ten wypadek spowodowała jej matka, a nie ona. Francesca, przepraszam. Byłem idiotą. Pod wpływem cierpienia robiłem rzeczy tak niewyobrażalnie okropne. Autentycznie tego żałuję. Wybacz mi, błagam.
Patrzyłam na niego z żalem. Łzy ściekały mi po policzkach. Czułam ścisk w gardle. Nie wiedziałam, że to była jego matka i brat. Mimo wszystko było mi go szkoda. To nie jego wina. Po śmierci najbliższej mu osoby spaczyła mu się psychika. I choć cierpień miałam nadto, to gdyby nie one, nie byłoby mnie tu teraz. Nigdy nie poznałabym Leóna, nie uczęszczałabym do Studio, nie znalazłabym tych wspaniałych przyjacioł, nie mogłabym uczyć się śpiewać. Prawdę mówiać, to wiele mu zawdzięczam.
- Wybaczę Ci, bo dzięki tobie tak jakby, jestem tu gdzie jestem i robię to, co robię. Jestem szczęśliwa. Nie mam Ci niczego za złe. Przemyślałam wszystko i domyślam się, jak przez ten czas było Ci ciężko. Pamiętaj, tylko że ja nie miałam łatwiej...
Chłopak wstał i przytulił mnie.
- Tak wiem, przepraszam. Dziękuję, że mi przebaczyłaś.
- Ej, ej Ty tak sie nie rozpędzaj. To moja ukochana.
León zaśmiał się i pocalował mnie w policzek.
Całą tę historię opowiedziałam Angie, która była tak samo zaskoczona, jak ja.
Po jakimś czasie Diego ponownie przystąpił do egzaminu w Studio. Dostał się. Odkryłam, że ma on też drugie oblicze - dobrego człowieka. Już dawno wybaczyłam mu wszystkie przykrości, które mi wyrządził. Zaprzyjaźniliśmy się nawet.
Jeśli chodzi o Leóna układa mi się z nim wspaniale. To najlepszy chłopak na świecie. Oddany, czuły, opiekuńczy, kochany... Mogłabym wymieniać tak bez końca.
Z perspektywy czasu widzę, że sentencja "Kto nie zaznał cierpienia - nie zazna szczęścia." sprawdza się w życiu.
Śmiało mogę powiedzieć, że jestem teraz najszczęśliwsza na świecie.
Valió la pena, pude entender
que cada historia es una razón.
~~~~~~~~
Długo nie wstawiałam OS'a, a jak już to zrobiłam, to jest mega, mega długi. Powiem wam, że sytuacja z Diego była spontaniczna. Nie myślałam na początku by ją wstawić, ale jednak i myślę, że dzięki temu jest ciekawiej. ;)) MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE BĘDZIECIE INTERPRETOWAĆ TO W SPOSÓB NIEKORZYSTNY. CEL TEGO OS'A JEST POZYTYWNY.
~Lena.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz