niedziela, 21 grudnia 2014

OneShot ,,Głos serca"

Każdy z nas ma do przebycia swoją podróż życia.
Mijamy różne stacje życiowe: jedne są szare, inne zaś kolorowe. Poznajemy ludzi, którzy wsiadają i wysiadają lub też zostają przy nas do końca naszej podróży.
Każdy z nas wybiera swój przedział życiowy. Jednym wystarczy zwykły, inni wolą luksusowy.
Lecz w tym wszystkim nie ważny jest wcale luksus. Bo sensem tej naszej całej podróży jest miłość do drugiego człowieka.

~~~~~

Kolejny raz robiła coś zakazanego. Po raz kolejny zapragnęła być z nim. Chciała przeżyć kolejny elektryzujący pocałunek, lekki dreszcz, spowodowany jego czułym dotykiem. Kolejny raz móc usłyszeć jego ciepły szept, poczuć jego smak, dotknąć jego rąk.
Pojawił się w jej życiu późno... O wiele za późno. Skradł jej serce i zamieszkał w nim. Jednak, czy zostanie tam już na zawsze?
Teraz musiała podjąć najważniejszą decyzję w swoim życiu. Nie była ona wcale taka łatwa, jak mogłoby się wydawać. Od niej zależała jej przyszłość.

Doszła na miejsce spotkania i usiadła na ławce. Zaczęła wspominać ich wspólne chwile.

~~~

Pamięta ten dzień...
Maj...
Wiał mocny wiatr, a duże krople deszczu spływały po jej twarzy.
Nic nie było wtedy dobrze...

Przychodziła tu codziennie. Siadała na ławce i obserwowała przechodzących ludzi.
Rozmyślała. O wszystkim... Zastanawiała się... Jak żyją ci ludzie? Czy mają takie problemy jak ona?
Właściwie to sądziła, że całe jej życie jest jednym wielkim problemem.

Rodzice rozwiedli się, gdy była bardzo mała. Ojciec alkoholik, matki nie pamięta. Całymi dniami pracował, a potem wracał do domu całkowicie pijany. Miała nadzieję, że jeszcze się zmieni. Dziewczyna czuła do niego obrzydzenie.
Po tych wszystkich wydarzeniach bardzo się zmieniła. Nic jej nie cieszyło, kochała samotność. Wszystko straciło dla niej sens.

Jednak przejdźmy do tego dnia, który zmienił jej dotychczasowe życie...
Przeznaczenie?
Nazwałaby to wtedy zwykłym przypadkiem.
Czy przypadki wogóle istnieją?
Może ktoś to wcześniej zaplanował?
Kto pociągał za sznurki?
Jak to się skończy?

Przechodziła przez park. Miasto było skąpane w deszczu i szarości. Ciemne włosy zakryte były czarnym kapturem. Ręce umieszczone w kieszeni, trzęsły się z zimna. Choć pogoda nie dopisywała, a ona nie miała zamiaru wracać do domu.

Jeszcze chwila...
Serce zabiło mocniej.
Ta piękna melodia...
Wskazywała drogę. Nie mogła się powstrzymać.
Ten głos... Taki piękny, taki melodyjny, taki... hipnotyzujący.
Coś kazało jej iść w jego stronę.
Sznurki...

Wreszcie...
Przeznaczenie nareszcie zwyciężyło.
Melodia doprowadziła ją na koniec parku. Była tam tylko jedna ławka. I on.
Jego głos...
Taki romantyczny.
Oczy...
Głębokie. Już na zawsze miały zapaść w jej pamięć.
Różnił się od innych dotąd jej widzianych osób.

Jednak jedno przykuło jej uwagę. Oczarowało.
Piosenka...
Bawił się muzyką. Robił to całym sercem.

I wtedy... świat stał się kolorowy, całkiem inny.

Zahipnotyzował ją... Zwykły muzyk.
Krople deszczu nadal odbijały się od chodnika. Scena wyjęta niczym z jakiejś komedii romantycznej.
Nie.
To tylko życie...

- Nie jest za zimno na granie na gitarze? - zapytała, siadając obok niego. Coś kierowało nią.
Czyżby przypadek?
Nie sądzę...
Spojrzał w jej stronę. Wtedy dopiero zauważyła, że jest w jej wieku. Przystojny, młody. Każda dziewczyna pewnie jest nim oczarowana.
Nie ona. Oczarowała ją jego muzyka.

- Nie jest za zimno na szlajanie się po parku? - zaśmiał się.
Nic nie odpowiedziała.
Znowu zaczął wygrywać piękne melodie. Wszystko stanęło w miejscu...
Byli oni i muzyka.
Nigdy nie słuchała muzyki, ale ta była inna. Delikatna, spokojna, prawdziwa...

Robiło się ciemno.
Oni nadal siedzieli na tej ławce. Nie osobno, ale razem.
Tworzyli jedno?
Muzyka ich połączyła. Wdarła się do ich serc, odnalazła klucz do dusz. Miała ich połączyć.

Serce jej stanęło, gdy rozległ się ostatni dźwięk.
Pragnęła więcej. Niczym narkotyk łaknęła tej melodii. Nie odezwała się.

- Pięknie grasz...
- Jestem Diego. Dziękuję - rzekł do niej, na co ona wstała.
Nie uśmiechnęła się, nie powiedziała nic. Nie chciała. Nawet go nie znała, a oceniała go po głosie i talencie.

- Przepraszam, że zajęłam twój czas. Muszę już iść.
Odwróciła się na pięcie, spoglądając w niebo. Teraz na niebie świeciły się miliony gwiazd. Migotały swym pięknym światłem.
Śmiały się?
Tak, bo tylko one wiedziały, co będzie dalej. Zaplanowały to wcześniej.
Przeznaczenie zapisane w gwiazdach...
Może jest w tym cień prawdy?

Zniknęła zza horyzontem. Wszystko prysło, niczym bańka mydlana.
Pozostały jedynie odłamki uczuć i echo pięknej melodii.
Ton jej głosu...
Nawet nie znał jej imienia.

Maj...
Radosne promyki słońca...
I wspomnienia, które pozostawiły ślad.

Melodia w sercu...
On i ona.
Oddzielnie, czy razem?

Znowu szła przez ten sam park, przez ten sam chodnik.
Te same sznurki nią kierowały?
Przez ten miesiąc zaczęła się zmieniać.
Ta melodia w sercu była kluczem do jej najgłębszych uczuć...

Co się z nią stało?
To pytanie zadawała sobie przez cały czas. Chciała odnaleźć siebie, tą prawdziwą, radosną.
Jednak nie potrafiła.
Była za słaba.
Kto jej pomógł?
On i jego piosenka. W głębi serca odkrył ją, dawną Francescę.

I znowu ta sama melodia.
Ten sam przypadek?
Kąciki jej ust uniosły się ku górze. Uśmiech, który jeszcze kilka tygodni temu nie gościł na jej twarzy.
Spojrzała w niebo. Kłębiaste obłoki, śnieżnobiałe...
A gdzie gwiazdy, które znowu uknuły tą piękną intrygę?
Obserwowały to wszystko z oddali, niedługo znowu się zaśmieją.

Poszła w stronę pięknej piosenki. Innej, lecz tak samo zachwycającej.
Uwodziła ją, flirtowała nutami, zwodziła wspaniałym dźwiękiem.
I znowu rzucił na nią urok...
Był czarodziejem?

Muzycznym krokiem szła w tamto miejsce. Zakręciła się na widok czerwonych róż. Rozkwitły.
Była zupełnie inną osobą.
Jak ludzie potrafią się zmienić z powodu... muzyki?
A może miłości?

Po raz kolejny go ujrzała. Diego.
Coś ją do niego ciągnęło, pragnęła rozmowy z nim, jego muzyki.
Uzależnienie?

Spojrzał na nią. Ten sam uśmiech, ta sama pasja w oczach.
Było w nim coś wyjątkowego. Nie potrafiła tego opisać. Po prostu chciała być blisko niego.

- Jeśli znowu masz zamiar siedzieć tu ze mną parę godzin, to chociaż zdradź mi swoje imię.
- Francesca - dodała i usiadła obok niego.
- Ja już muszę lecieć, ale wiesz, gdzie mnie szukać - powiedział, ujmując jej delikatną dłoń. Nic nie mówiła, czekając na jego ruch.
Włożył jej coś w rękę i zacisnął. Odszedł, a ona rozwinęła skrawek papieru.

"Restauracja Amor, obok parku. Codziennie o dwunastej. "

Jak to się skończy?

Trzy miesiące później...

Czerwiec...
Miesiąc pełen słońca i radości...
Zapach zbóż, owoców... i rozkwitającej miłości.

On i ona?
Razem?

Czekała na niego.
To on ją zmienił. Był przy niej zawsze. Nie oceniał, po prostu był.
Czego oczekiwał w zamian?
Nie wiedziała.

Wszedł do restauracji.
Ubrany w czerwoną koszulę i jeansy.
Serce zabiło mu mocniej, gdy ujrzał Francescę. Dziewczyna już dawno skradła mu serce.

Pokochaj...
Zrozum...
Poprostu. Bądź.

Uśmiechnęła się do niego.
Jej oczy, niczym ocean, takie głębokie i niebezpieczne, tak łatwo się w nich zakochać.
Spojrzała na chłopaka, który chyba myślami był gdzie indziej.

- Fran... - ujął jej drobną dłoń, jak wtedy, gdy się poznali. - Kocham cię - zamarła.
Teraz wiedziała, że przeznaczenie tak chciało.
- Diego, ja ciebie też kocham, ale... - jej głos drżał - mam chłopaka.
- Rozumiem, ale nigdy nie zrezygnuję z mojej miłości do ciebie - dodał, na co jeszcze bardziej zalała się łzami.

Tak bardzo pragnęła być z nim.
Złapał ją za podbródek. Nie sprzeciwiała się, jej twarz była zalana łzami.
Przybliżył się... i musnął delikatnie jej usta. Oddała pocałunek całą sobą.
I stało się coś magicznego.
Poczuła ciepło. Ciepło miłości.
Pokochała....

Wplątała dłonie w jego włosy.
Czuła żar, smugę ognia przechodzącą po jej ciele.
Ogień rozrywał jej serce, które biło jak szalone.
Ich wargi poruszały się w szaleńczym rytmie. Idealnie do siebie pasowały, jakby były dla siebie stworzone.
Rozpalił jej zmysły, pragnęła więcej.

Czy to miłość?
Tak, to ona.

~~~

Gwiazdy się śmieją, sznurki prowadzą ich los, a ogień płonie.
Czy napewno?

- Hej, Fran - powiedział, siadając obok niej. - Coś się stało?
- Tak - zgarbiona, spuściła głowę tak, że długie włosy niemal zupełnie zasłoniły jej twarz. Jednak wiatr gwałtownym szarpnięciem zdmuchnął garść brunatnych, jak jesienne liście kosmyków, odsłaniając jej oczy. Wielkie, ciemne, lśniące łzawo, tak podobne do oczu przestraszonego zwierzęcia, wypełnione niemym wołaniem.
Już zawsze miały zostać w jego pamięci, odciśnięte jak piętno na świadomości.
- Diego..., ja wyjeżdżam.

~~~

Lotnisko było pełne ludzi, ale on brnął dalej, wytrwale, aż dostrzegł jej jasną sukienkę i burzę ciemnych włosów.
Odwraciła się i posłała mu niepewny uśmiech.
- Mam... mam coś dla ciebie - przystanął na moment i sięgnął po kartkę, kilkakrotnie złożoną. Wsunął ją w drobną dłoń i uśmiechnął się krzepiąco.
- Zaraz odlatujemy.
- Wiem. Chciałem ci życzyć... przede wszystkim szczęścia. Znajdziesz je. Jestem pewien - spojrzała na niego przez krótką chwilę pytająco, jakby czekając jeszcze na inne słowa. Ale te, niestety, nie padają.
- Do zobaczenia - szepnęła cicho, nim się odwraciła.
Znów kłamie. Przecież wie, że nigdy się nie zobaczą.
W ostatniej chwili pociągnął ją za rękę i złączył ich usta w jedno.

~~~

Wsiadła do samolotu.
- Proszę zapiąć pasy - usłyszała za uchem głos stewardessy, kiwnęła głową. Z pstryknięciem zamknęła klamrę, a potem szybkim ruchem starła nieposłuszną łzę z policzka.
Samolot wystartował. A ona siedziała i spoglądała na kartkę, którą jej dał.

Gwiazdy się nie śmiały, sznurki pękły, a ogień zgasł.

Chłód, cierpienie i łzy.
A piosenka?
Nadal w jej sercu.

~~~

Teraz wciąż większość czasu chłopak spędza samotnie na ławeczce.
Po prostu tam siedzi. Nie myśli, nie wspomina, nie gra.

I tylko czasem, kiedy wschodni wiatr przynosi niepokój, budzą się w nim uśpione myśli...
Między sny, tak gorzkie i jałowe, wkrada się cień bólu, jak spadająca z sykiem już dogasająca gwiazda. A na zadymionym szarością niebie przez moment, mgnienie oka, rozbłyskuje drżący kolorami rąbek utraconej tęczy.
I znika równie szybko...
I tylko czasami, czasami się zastanawia, co by było, gdyby wtedy nie pozwolił jej odejść...

~~~~~~~~~~~~~

Heeeeeeeeeejka ;)

Kolejne zamówienie już się pojawiło! ;)
Przybyłam po długiej przerwie. Wena wróciła, więc następny OS pojawi się już niedługo ;).
Pozdrawiam i liczę na komki ;)

Do następnego, misiaczki ;***
Lilka <3

środa, 17 grudnia 2014

Cierpienie z niewiedzy.

Dlaczego los jest dla mnie taki niełaskawy? Czemu akurat mnie spotykają takie nieprzyjemności w życiu? Nie mam nawet komu zwierzyć się ze swoich problemów... Przecież nastolatka na wózku jest gorsza, prawda?
 Nie uważam tak, aczkolwiek od 3 lat jestem inwalidką, od której odwrócili się wszyscy. Nie mam pojęcia dlaczego, czyżby się mnie obawiali? Nie jestem trędowata, ani nie zarażam tym, a więc, co nimi kierowało? Płytkie wartości dzisiejszej młodzieży są zdecydowanie przerażające. Na domiar złego jestem poniżana oraz gnębiona, ponieważ jestem niepełnosprawna. Nigdy nie mogę liczyć na pomoc ze strony swoich rówieśników.
W moim życiu nigdy nie było z górki, aczkolwiek wypadek, w którym straciłam matkę i wylądowałam na wózku, to najgorsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała. Mój ojciec po jej śmierci totalnie się załamał, wpadł w depresję, odizolował się od ludzkości. Całymi dniami przesiaduje w swoim pokoju, spoglądając w okno albo na zdjęcie mojej zmarłej mamy. Nie jest w stanie mnie wychowywać, jestem dla niego zbytnim obciążeniem. Nie mam mu tego za złe, to nie jego wina. Wypadek spowodowała moja matka, która zabiła również jakąś kobietę z dzieckiem. Do tej pory nie wiem, kim oni byli, ani nie znam ich rodziny.
Jedyną bliską mi osobą jest moja ciotka - Angie, której zawdzięczam wiele. Jako jedyna przez te 3 lata była dla mnie oparciem i jednocześnie najlepszą przyjaciółką. Angie to nauczycielka w Studio On Beat, jest to niesamowite miejsce, ale niestety nie dla mnie. W owej szkole bardzo ważny jest ruch i umiejętności taneczne, ja natomiast ze względu na sytuację w jakiej się znajduje, nie mogę tańczyć, to chyba jasne dlaczego. Mimo wszystko chciałabym poprosić Angie o to, bym mogła uczęszczać do Studio na lekcje fortepianu. Mam nadzieję, że takowa możliwość istnieje...

,,Marzę o cof­nięciu cza­su. Chciałbym wrócić na pew­ne roz­sta­je dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczy­tać uważnie na­pisy na dro­gow­ska­zach i pójść w in­nym kierunku."

- Fran?
 Usłyszałam pukanie do drzwi i ciepły głos mojej ciotki.
- Tak, Angie? Wejdź proszę, zapraszam.
Zza drzwi wyłoniła się wysoka, długowłosa blondynka o nieskazitelnym wyglądzie i niebanalnej figurze - moja ciocia. Jeśli chodzi o wygląd, to diametralnie się różnimy. Przede wszystkim jestem krótkowłosą szatynką, zaś ona jak już wspomniałam długowłosą blondynką. Poza tą jakże widoczną cechą jest też cała masa innych, które sprawiają, że jesteśmy totalnie inne.
- Przyniosłam Ci kolację, kochana.
Położyła tacę z jedzeniem na łóżku i spojrzała na mnie czułym wzrokiem. - Wszystko dobrze? Jesteś jakaś przygnębiona. Co się stało?
Usiadła obok mnie. Złapała za moją dłoń i zaczęła ją delikatnie głaskać. Jej dotyk był niesamowicie przyjemny.
Skierowałam wzrok w dół.
- Nic nadzwyczajnego... Rozmyślałam po prostu i mi się zrobiło smutno.
- Jesteś pewna, że to o to chodzi? Powiedz co Cię gryzie, a jakoś temu zaradzimy.
Przez moment siedziałyśmy w milczenia, aż w końcu odważyłam się jej odpowiedzieć.
- Nie wiem, Angie. Czuję się beznadziejnie. Jestem do niczego. Od 3 lat poza Tobą nie mam nikogo. Moi rówieśnicy mną pomiatają i traktują jak szmatę, mówiąc kolokwialnie. Nie chciałam powiedzieć o tym nikomu, ponieważ oni mi grożą. Boję się, że zrobią mi krzywdę i moje obawy z dnia na dzień coraz bardziej się nasilają.

Poczułam jak zbierają mi się łzy pod powiekami. A chwilowy brak reakcji ciotki wcale mnie nie uspokajał. Jej osłupiały wzrok miał w sobie coś irytującego. Naprawdę nie wiem dlaczego, po prostu mnie denerwował.
W pewnym momencie wybuchła płaczem.
- Jestem okropna, fatalna, beznadziejna... Nic o tym nie wiedziałam, nawet się nie zainteresowałam. Nie zauważyłam niczego. Jak ja mogłam? Przez ten cały czas tak cierpiałaś, a ja nie miałam o tym pojęcia. Wybacz mi.
Objęła mnie. Nadal szlochała.
- Nie obwiniaj siebie, to nie Twoja wina. Po prostu ja tego nie chciałam i unikałam tematu jak ognia. Nie potrzebowałaś żadnych zmartwień związanych z moją osobą. I tak uważam, że jestem dla Ciebie ogromnym kłopotem oraz ciężarem.

Oderwała się ode mnie i spojrzała na moją twarz. Zaczęła głaskać mnie po policzku.
- Nawet tak nie mów, dziecko. To nie jest prawda. Cieszę się, że Ciebie mam.
Ucałowała mnie w czoło.

Przez prawie cały wieczór siedziałyśmy wtulone w siebie, nie odzywając się.
Nie przełknęłam nawet kolacji, byłam zbyt zmęczona i smutna.

Spytałam Angie o lekcje gry na fortepianie mimo swoich obaw, że powie, iż nie ma takiej możliwości. Jednakże ona była taka zdeterminowana, powiedziała, że zrobi wszystko bym była nareszcie szczęśliwa.
Następnego dnia również złożyła papiery o przeniesienie mnie do innego liceum.
Kilka dni później byłam już w innej szkole. Ludzie tutaj byli zdecydowanie bardziej zaangażowani w pomoc mi, ale z nikim nie załapałam szczególnie dobrego kontaktu.

Tego dnia odbyła się moja pierwsza lekcja fortepianu. Angie przyprowadziła mnie do fantastycznego nauczyciela - Beto. Strasznie roztargniony człowiek, ale jednocześnie bardzo uroczy i zabawny.

Podeszło do mnie parę osób, by się przedstawić. Nie spodziewałam się takiego miłego przywitania. Moją szczególną uwagę zwrócił przystojny szatyn - León, który miał w sobie coś takiego, że momentalnie mnie paraliżowało.
- Witaj. Nazywam się León, uczę się tutaj.
Chłopak wyciągnął do mnie dłoń. Odwzajemniłam gest.
- Cześć. Ja jestem Francesca. Będę uczęszczać na lekcje fortepianu do Beto. Chciałabym uczyć się tutaj czegoś więcej, ale bycie niepełnosprawną koliduje z tym marzeniem. Szkoda, bo to niesamowite miejsce. Ludzie tutaj są sympatyczni i przyjaźni. Dawno takich nie spotkałam.
- Naprawdę? Tutaj wszyscy jesteśmy rodziną, której Ty również będziesz częścią od dzisiaj.
Uśmiechnął się do mnie, a mi zrobiło się gorąco. Był taki uroczy i szarmancki. Zaproponował, że pokaże mi szkołę. Nie mogłam mu odmówić.
Dużo rozmawialiśmy, wymienialiśmy uśmiechów. Polubiłam jego towarzystwo.

Wkrótce zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Między nami była jakaś fantastyczna więź, dzięki której mieliśmy tak dobre relacje. Był dla mnie wsparciem i we wszystkim mi pomagał. Bezustannie czekałam na jego dotyk na choćby nawet głupiego przytulasa. Czułam się przy nim taka bezpieczna.
~~~~~~
Pewnego dnia podczas lekcji fortepianu Beto poszedł po partyturę i zostawił mnie samą w sali. Rozglądnęłam się dookoła czy nikt na mnie nie patrzy. Zaczęłam delikatnie uderzać w klawisze fortepianu i falsetować.

Ahora sé que la tierra es el cielo,
Te quiero, te quiero
Que en tus brazos ya no tengo miedo,
Te quiero, te quiero
Que me extrañas con tus ojos
Te creo, te creo...

Byłam wtedy taka wolna i czułam się beztrosko.

Wnet zauważyłam, że w drzwiach stoi León. Spoglądał na mnie z uśmiechem na twarzy. Skrępowałam się i zawstydziłam. Nie dało się ukryć, że piosenka jest o nim...

- Wow! Masz niesamowity głos, naprawdę. To Twoja piosenka? Jest piękna!
Usiadł obok i objął mnie ramieniem. Spuściłam głowę. Było mi strasznie wstyd...
- Fran, co jest? Wszystko ok?
- Tak, tak. Dziękuję za komplement, to naprawdę miłe. Piosenka owszem - jest moja. Zdecydowanie jest skierowana do kogoś konkretnego.
Dotknął mojej twarzy i zdecydowanym ruchem skierował mój wzrok na siebie.
- Mówisz o mnie?
Odwróciłam wzrok.
- Nie uciekaj wzrokiem. Mów szczerze, Francesco...
- Tak! To o Tobie, zadowolony?
Poczułam łzy spływające po policzku. León przetarł je i po raz kolejny skierował moją twarz w kierunku swojej, trzymając rękę na mojej brodzie.
- Posłuchaj. Jesteś wspaniałą dziewczyną. Nie rozumiem dlaczego tak się zbulwersowalaś. Wstydziłaś się tego, że się we mnie zakochałaś?
Ty dla mnie też nie jesteś obojętna. Powiem więcej, kocham Cię, naprawdę Cię kocham, Fran.
Zarumieniłam się i uśmiechnęłam.
Dłuższą chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Jego oczy mnie hipnotyzowały.
Uniósł swoją dłoń i położył ją na mojej twarzy, Gładził moje policzki. Jego dłonie były męskie i czułe. Dotyk nieziemsko uspokajający. Mogłabym tak siedzieć całe swoje życie.
Zaczął się zbliżać ku mnie. Niedługo później nasze usta się styknęły. Najpierw delikatnie musnął moje wargi, a później nasz pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Splotłam ręce na jego ramionach. Czułam się taka szczęśliwa.
W pewnym momencie do sali wszedł Beto. Wypuścił wszystkie rzeczy z rąk.
- Ee, dzieci? Może nie będę przeszkadzać.
Beto przykucnął i zaczął zbierać upuszczone przedmioty.
- O, Beto. Nie, nie... To ja już pójdę. Pa, kochanie.
Zakomunikował León.
Wysłałam mu tylko całusa.
Nauczyciel zebrał rzeczy z podłogi i usiadł obok mnie. Był chyba lekko zakłopotany i nie mógł się skupić na nauce mnie. Dla mnie tak sytuacja też była niezręczna.

Kilka tygodni później znowu miałam zajęcia z Beto.
- Słyszałem jak śpiewasz, inni nauczyciele także. León nagrał Cię i nam pokazał. Robisz to z taką pasją. Twój głos jest fantastyczny. Razem z nauczycielami pomyśleliśmy, by spytać czy nie chciałabyś może zdawać egzaminu do studia i śpiewać tutaj?
Jego propozycja mnie zaskoczyła.
- Naprawdę bym mogła?
- Oczywiście, że tak.
- To najszczęśliwszy dzień w moim życiu, dziękuję!
Beto objął mnie.

Po jakimś czasie zdałam egzamin ze śpiewu i gry na instrumencie dzięki pomocy Leóna. Będę mu wdzięczna już zawsze.

Kilka tygodni później siedziałam w cieniu drzewa przed studiem. Skrobałam w swoim zeszycie tekst piosenki.

Mi corazón busca sin parar
una estrella en lo alto de este mar
si pudieras alumbrarme un camino hacia ti
es posible que te pueda encontrar,
cada mañana pienso en tu voz
y el momento en que te veo llegar
si esta vida se enamora de nuestra pasión
algún día nos podrá juntar.

Czułam się spełniona, gdy mogłam przelewać myśli na papier.

W pewnej chwili usłyszałam kroki kilku osób zbliżających się do mnie. Wyjrzałam zza kartki i zobaczyłam "ekipę rozboju" z mojej starej szkoły.
Momentalnie zrobiło mi się gorąco, chciałam stamtąd jak najszybciej uciec, ale nie było jak. Z chęcią zawołałabym pomoc, ale się bałam.
Byli coraz bliżej mnie. Serce zaczęło bić mi coraz mocniej. Poczułam krople potu spływające po mojej twarzy.

- Proszę, proszę, a to kto? Nasza Francesca? Jak się masz, kochana?
Powiedział jeden z nich - Diego szyderczym głosem. Te puste lalunie, wśród których była szczerze znienawidzona przeze mnie Violetta, chichotały na każde jego słowo. Tak jakby był ich guru. Iście mnie to irytowało.
- Czego chcesz, frajerze? Możesz się ode mnie odczepić?
Chłopak zaśmiał się. Jego ręka powędrowała na moje włosy.
- Nic, słonko chciałem Cię tylko odwiedzić w tym psychiatryku, który potocznie nazywają szkołą.
Spoliczkowałam go i wrzasnęłam.
- Nie dotykaj mnie! Że też masz czelność przychodzić tutaj, po tym co mi wszyscy robiliście!
Chłopak zachwiał się. Spojrzał na mnie i splunął mi na wózek. Pochylił się nade mną. Przestraszyłem się, okropnie.
- Posłuchaj, kretynko. Przyszedłem tu, ponieważ przez Ciebie miałem sprawę w sądzie.
Przełknęłam ślinę. Czułam na sobie jego oddech. W myślach modliłam się, aby odszedł.
- Nie chcę byś znowu skarży......
W pewnej chwili podbiegł León. Odepchnął Diego, aż ten utracił panowanie i się wywrócił.
- Słuchaj, koleś.....
W pewnym momencie zaniemówił i patrzył na Diego.
- Die - Diego?
Nie wiedziałam co się dzieje.
- To wy się znacie?
Spytałam.
León spojrzał na mnie, a potem znowu na chłopaka.
- Tak... Diego uczył się w Studio, ale odszedł.
Ta wiadomość mnie zaskoczyła. Mój wróg. Osoba, która dokuczała mi w szkole i nie dawała żyć uczyła się w Studio? Szok...
- Diego, dlaczego gnębiłeś Francescę? Dlatego, że jeździ na wózku? Jesteś niepoważny?
Spojrzałam na niego. Przecierał łzy. Nie rozumiałam o co mu chodzi do momentu, gdy nie powiedział czegoś co nami wstrząsnęło.
- Chcecie wiedzieć czemu? Proszę bardzo.
Przez jej matkę, która spowodowała wypadek 3 lata temu straciłem też swoją oraz młodszego braciszka. Mama była najważniejszą osobą w moim życiu. Teraz jej już nie ma. Od tego czasu wpadłem w złe środowisko. Zaczęły się używki, bijatyki, kłótnie i tym podobne. To mnie odstresowywało. Przede wszystkim chciałem zemścić się na Fran, bo to wszystko wina jej matki, ale dopiero teraz uświadomiłem sobie, że to był błąd. Ten wypadek spowodowała jej matka, a nie ona. Francesca, przepraszam. Byłem idiotą. Pod wpływem cierpienia robiłem rzeczy tak niewyobrażalnie okropne. Autentycznie tego żałuję. Wybacz mi, błagam.

Patrzyłam na niego z żalem. Łzy ściekały mi po policzkach. Czułam ścisk w gardle. Nie wiedziałam, że to była jego matka i brat. Mimo wszystko było mi go szkoda. To nie jego wina. Po śmierci najbliższej mu osoby spaczyła mu się psychika. I choć cierpień miałam nadto, to gdyby nie one, nie byłoby mnie tu teraz. Nigdy nie poznałabym Leóna, nie uczęszczałabym do Studio, nie znalazłabym tych wspaniałych przyjacioł, nie mogłabym uczyć się śpiewać. Prawdę mówiać, to wiele mu zawdzięczam.
- Wybaczę Ci, bo dzięki tobie tak jakby, jestem tu gdzie jestem i robię to, co robię. Jestem szczęśliwa. Nie mam Ci niczego za złe. Przemyślałam wszystko i domyślam się, jak przez ten czas było Ci ciężko. Pamiętaj, tylko że ja nie miałam łatwiej...
Chłopak wstał i przytulił mnie.
- Tak wiem, przepraszam. Dziękuję, że mi przebaczyłaś.
- Ej, ej Ty tak sie nie rozpędzaj. To moja ukochana.
León zaśmiał się i pocalował mnie w policzek.
Całą tę historię opowiedziałam Angie, która była tak samo zaskoczona, jak ja.

Po jakimś czasie Diego ponownie przystąpił do egzaminu w Studio. Dostał się. Odkryłam, że ma on też drugie oblicze - dobrego człowieka. Już dawno wybaczyłam mu wszystkie przykrości, które mi wyrządził. Zaprzyjaźniliśmy się nawet.
Jeśli chodzi o Leóna układa mi się z nim wspaniale. To najlepszy chłopak na świecie. Oddany, czuły, opiekuńczy, kochany... Mogłabym wymieniać tak bez końca.    
Z perspektywy czasu widzę, że sentencja "Kto nie zaznał cierpienia - nie zazna szczęścia." sprawdza się w życiu.
Śmiało mogę powiedzieć, że jestem teraz najszczęśliwsza na świecie.

Valió la pena, pude entender
que cada historia es una razón.

~~~~~~~~

Długo nie wstawiałam OS'a, a jak już to zrobiłam, to jest mega, mega długi. Powiem wam, że sytuacja z Diego była spontaniczna. Nie myślałam na początku by ją wstawić, ale jednak i myślę, że dzięki temu jest ciekawiej. ;)) MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE BĘDZIECIE INTERPRETOWAĆ TO W SPOSÓB NIEKORZYSTNY. CEL TEGO OS'A JEST POZYTYWNY.

~Lena.


czwartek, 4 grudnia 2014

Miniaturka ,,Róża"

Życie jest jak kwiat, jak róża.
Na początku to tylko zielony kiełek. Taki, jak każdy inny. Żaden się nie wyróżnia, wszystkie są równe.
Niektóre kiełki zostają zdeptane przez nieuważnych ludzi, a ich życie się kończy. Umierają za młodo... Jednak ich misja na świecie dobiegła końca i teraz będą spokojnie żyć w niebie...
Niektóre kwiaty żyją jednak dalej, rozwijają się. Kwiat rośnie, każdy w innym tempie. Nadal wyglądają tak samo, jak inne.
Potem rozwija się pączek. Jeden jest biały, inny różowy, a kolejny czerwony.
Kwiat się rozwija. W powietrzu powoli rozlewa się jego słodka woń...
Płatki się rozwijają, życie nabiera koloru. Piękne...
Niektóre róże zostają ścięte, idą do kwiaciarni, do domów. Wiedzą, że ich życie się kończy, ale zdają sobie sprawę z tego, że te ostatnie dni będą tymi najpiękniejszymi. Spędzonymi wśród miłości innych...
Reszta nadal żyje. Ich płatki zaczynają jednak powoli wypadać. Starzeją się, tracą swoje piękno i zapach. Każdy stracony płatek to jeden stracony rok życia. Wszystkie płatki spadają po jakimś czasie. Róża więdnie. Życie się kończy...
Róża wie jednak, że będzie żyła lepszym życiem.
Już wiecznie...

~~~~~~

Siedzieli pod rozłożystą brzozą nad małym potokiem.
Sebastian i Camila byli ze sobą szczęślwi. Od kiedy się poznali, ich życie zmieniło się. Wszystko nabrało wtedy intensywnych barw. Wszystko stało się piękniejsze...

- Jesteś moją różą - powiedział, dotykając płatkami kwiatka jej różowego policzka.
- Przestań, bo się przez ciebie rumienię.
- Kocham cię.
- Ja ciebie mocniej.
Musnął delikatnie jej usta, a ona oddała pocałunek całym swoim sercem.

Kochała go najmocniej na świecie. Był jej skarbem. Był dla niej całym światem. Był dla niej całym życiem. Poprostu wszystkim.
Miała nadzieję, że nikt tego nie zmieni...

~~~

Od pewnego czasu w głowie Camili roiło się od pytań. Jej przyjaciółka, Natalia, powiedziała jej, że Sebastian ją okłamuje.
Przypadek?
Czy on wogóle istnieje?
A może to przeznaczenie zapisane w gwiazdach?

- Kochasz mnie? - spytała, siadając obok niego na sofie.
- Tak, to przecież oczywiste.
- Nie kłam.

- Ufasz mi?
- Tak, wiesz o tym.
- Błagam cię, przestań już kłamać.
- Ja nie kłamię - próbował się bronić.
- Nie udawaj.

Zawsze kłamiesz. Jesteś kłamcą. I myślisz, że tego nie wiem. Lecz ja już wszystko wiem...

- Wiesz, ostatnio zaczęłam żałować kilku rzeczy...
- Jakich?
- Tego, że cię spotkałam i ci zaufałam.

Może i popełniam błędy. Lecz nie jestem tobą.
Te twoje kłamstwa...

- Może skończymy tą wojnę? Kocham cię, Cami. Zrozum to.
- I znowu kłamiesz.

Ta bajka miała trwać wiecznie. Niestety, to się już skończyło.
Wszystko ma swój kres. Tak już jest, musisz to zrozumieć. Nie da się tego zmienić.

- Z nami koniec.
- To nie jest śmieszny żart, Camilo.
- Nie chcę cię znać, zrozum to wreszcie.
- O co ci chodzi? Cami, jesteś dla mnie wszystkim.
- Kochasz jeszcze Laurę?
- Nie.
- Nie kłam. Wiem, że tak jest.

Muszę ci coś pokazać. Wiem, że dobrze robię, choć nie powinnam.

- Tutaj jest wszystko. Cała prawda o tobie i twoich kłamstwach, Sebastian - powiedziała, kładąc na stole pomiętą kartkę.
- Skąd to masz? - dotknął palcem powierzchni papieru.
- Natalia już dawno wszystko mi powiedziała.
- Cami, to nie tak jak myślisz - mówił, patrząc na nią.
- Wynoś się stąd. Nie chcę cię widzieć - krzyczała, a po jej policzkach spływały gorzkie łzy. Mimo że powiedziała mu, że go nie kocha, nie mogła o nim zapomnieć.
Jednak podjęła decyzję...

~~~

Mój świat został zniszczony.
Byłam oszukiwana przez cały czas. Myślałam, że jestem jego różą.
Kolejny raz jestem nieszczęśliwie zakochana...

Był moim aniołem snów.
Już nie poczuję jego zapachu, dotyku, czułości. Już nie usłyszę jego słów szeptanych do mojego ucha.
Cichego szmeru miłości...

Jedyne, co zostało to zaciśnięte wargi, skaleczone dłonie, zranione serce, zaszklone oczy oczy, brak nadziei.
Zabita miłość...

Nienawidzę samej siebie.
Nienawidzę osoby, którą się stałam.
Słaba nic już nie znacząca dusza...

~~~

Pierwsze cięcie...

Za te wszystkie błędy popełnione przeze mnie. Za to, czego nie powinnam była zrobić. Za wiele nieprzemyślanych decyzji. To one źle wpłynęły na moje życie. Z resztą, wpłynęły tak na wszystkich moich bliskich.
Przeze mnie oni cierpieli.
Nie powinno tak być. Wiele sytuacji nie powinno mieć wogóle miejsca.
Gdyby się dało cofnąć czas...

Ból...
Miliony łez, które spływają po policzkach...
Mimo to, musi to zrobić. Nie może przestać. Musi odpowiedzieć za te wszystkie złe czyny. Musi ponieść taki sam ból, jaki przez nią poniosły inne osoby...

Drugie cięcie...

Za to, że byłam głupia. Byłam tak bardzo głupia...
Nie wierzyłam, kiedy moja przyjaciółka mówiła mi, że Sebastian mnie okłamuje.
Miała rację... Ale ja nie chciałam jej słuchać. Byłam w nim tak strasznie zakochana...
A Natalia?
Odeszła. Nie chciała się przyjaźnić z osobą, która jej nie ufała.
Coraz bardziej się od siebie oddalałyśmy. I w sumie nie dziwię się jej, że mnie zostawiła.
Teraz bardzo boli mnie to, że jej już nie ma...

Krew spływa po jej rękach. Na jasno brązowym dywanie jest jej pełno.
Nie obchodzi ją to.
Ból nie ustaje...
Nic ją teraz nie interesuje. Dalej robi to, co uważa za konieczne.

Trzecie cięcie...

Żałuję tego, że nie słuchałam moich rodziców. Najważniejszych osób, których nie ma już przy mnie. Chciałam być samodzielna. Chciałam pokazać im, że jestem silna.
Odwróciłam się od nich. A to przecież oni całe życie mnie wychowywali.
Nigdy nie pomyślałam o tym, że mogę ich już nigdy nie zobaczyć. Wyparłam się ich i teraz tego bardzo żałuję...
Tęsknię za nimi...

Nie ma już na to siły, ale nie może odpuścić.
Zaszła zbyt daleko, żeby teraz to zakończyć...

Czwarte cięcie...

Za znajomości, na które poświęcałam zbyt wiele czasu. Za osoby, które wykorzystywały mnie tylko po to, żeby być sławnymi. Potem poprostu odwrócili się ode mnie. Tak z dnia na dzień.
Nie rozumiem tego.
Czemu ludzie muszą patrzeć tylko na to, co działa im na korzyść?
Próbowałam nawet odnawiać te znajomości, ale jest to poprostu bez sensu...

Rozdrapywanie tych wspomnień bolało ją bardziej od pociętych nadgarstków. Wszystkie chwile, te dobre, ale w większości te złe, wróciły ze zdwojoną siłą.
Bolało...
Jak zawsze, kiedy to wspominała...

Piąte cięcie...

Żałuję tego, że nakrzyczałam na mojego przyjaciela. Wytknęłam mu wszystkie jego błędy. Nie powinnam była tego zrobić.
Tylko on był przy mnie zawsze. To on pocieszał mnie, kiedy byłam smutna. Zawsze mogłam się wypłakać na jego ramieniu. Pomógł mi nawet wtedy, kiedy straciłam przyjaciółkę.
Kiedyś nie doceniałam tego, ale teraz go podziwiam. I gdybym mogła go zobaczyć na chociaż dwie minuty, to bardzo bym mu podziękowała. Bo to dzięki niemu przetrwałam wiele złych chwil.
Dopiero teraz widzę, że go kocham... Ale teraz nie ma to znaczenia.

Bolało...
Tak cholernie bolało...
Wiedziała, że tego nie zatrzyma. Musi ponieść karę...
Kiedyś myślała, że nigdy się do tego nie posunie... A jednak tak zrobiła...
Ludzie się zmieniają...

Szóste cięcie...

Żałuję moich nieprzemyślanych zachowań. Czynów, które zostawiły ślady na psychice mojej oraz ludzi, których kochałam. Wolałabym cierpieć dwa razy więcej niż żeby oni cierpieli. Niektóre złe słowa wypowiedziane w stronę tych osób zostaną w mojej głowie na zawsze.
Niestety...

Opierała się o szafkę. Jej wzrok powędrował na ścianę na której wisiało zdjęcie. Zdjęcie, na którym byli wszyscy szczęśliwi.
Teraz jest inaczej. I wie, że się to nie zmieni. Chociaż chciałaby to wie, że to niemożliwe.

Siódme cięcie...

Za to, że nie potrafiłam wybaczać. Była to chyba moja największa wada. Wada, która pozostała do dziś.
Gdybym pewnego dnia powiedziała słowa "Tak. Wybaczam Ci" to być może chociaż po części byłabym szczęśliwa. Ale straciłam tą szansę. Szansę na dobre życie...

Ledwo patrzy na oczy. Obraz jej się rozmazuje. Łzy jak spływały, tak dalej spływają po policzkach.
Obok niej leży parę zdjęć. Jej rodziny, jej przyjaciela - Marco. Jej przyjaciółki - Natalii. Osób, które kocha nad życie.
Nie mogła na to patrzeć.
Zbyt dużo sprawiła im bólu.
Odwróciła głowę i dalej kontynuowała czynność.

Ósme cięcie...

Żałuję, że wiele razy nie zaryzykowałam. Chciałam powiedzieć Diego, że go kocham. Być może teraz byłabym szczęśliwa. Teraz bylibyśmy szczęśliwi. Siedzielibyśmy przytuleni na kanapie, szeptali sobie słodkie słówka. Po prostu byłoby cudownie. Ale tak niestety nie jest..

To bolało ją bardzo.
Kochała go.
A teraz nie ma przy niej osoby niezwykle dla niej ważnej. Tak po prostu rozeszli się. Bez żadnego pożegnania ona poszła w swoją stronę, a on w swoją.
To była zła decyzja, którą będzie żałowała do końca życia...

Dziewiąte cięcie...

Za to, że byłam taka naiwna. Ufałam osobom, którym wcale na mnie nie zależało. Dawałam się okłamywać, jak dziecko. Teraz widzę, że nikt nigdy mnie nie kochał.
Dopiero teraz widzę, że wszystko, co mówili to kłamstwa. Nie powinnam była im zaufać. Nie powinnam była ich spotkać.
To wszystko przeze mnie. To wszystko moja wina...


Dziesiąte cięcie...
Już ostatnie...

Żałuję tego, że się urodziłam.
Gdybym 21 lat temu nie przyszła na świat, wszystko byłoby w porządku. Nie zraniłabym tak wielu ludzi. Nie straciłabym rodziny, przyjaciółki. Nie zraniłabym przyjaciela, którego kochałam nad życie. Nie wypowiedziałabym wiele słów, których do dzisiaj żałuję. Nie zachowałabym się niewłaściwie w momentach, w których nie powinnam. Nie byłabym taka głupia, jak jestem dotychczas. Nigdy nie spotkałabym Sebastiana, który zrujnował mnie.
Na szczęście moje życie się kończy. Byłabym szczęśliwa, gdybym się nie przyszła na ten świat.
Niestety żyję...
Skoro nie jestem szczęśliwa tutaj, to może będę szczęśliwa tam na górze? W niebie?
Być może. Teraz będzie każdemu o wiele lepiej beze mnie...
Żegnaj, zły świecie...

Dopiero teraz była szczęśliwa.
Po chwili zasnęła na wieki...

~~~

Umarła.
Podcięła sobie żyły.

Camila, po rozstaniu ze swoim ukochanym, była zrozpaczona i nie mogła dojść do siebie. Nie funkcjonowała tak, jak powinna. Do tego z dnia na dzień dochodziło coraz więcej problemów.
Lecz nie mogła się poddać.
Walczyła do końca.
Ostatnie dni jej życia spędziła na opłakiwaniu swoich ran i decyzji, których żałowała.
Później były tylko łzy najbliższych i jej pogrzeb.
Na jej grobie pali się symboliczny znicz. A obok niego leży zwiędła róża.
Od niego...

Ona była jego różą...
Umarła. I róża zwiędła.

~~~~~~~~~~~~~

Hejka, kochani <3

Trochę to dziwne, c'nie? Ta narracja to porażka... :c
I ta ministurka jest może dla niektórych trochę drastyczna

Tak jak pisałam na asku, zachęcam osoby, które chciałyby zostać przyjęte na STAŻ NA BLOGA, by przysłały mi swoją pracę na mojego maila (wikusia.sz12@gmail.com). W tym miejscu chciałam dodać, że warto spróbować, bo nie jestem surowa w ocenie ;).

Do następnego,
Lili <3