niedziela, 21 grudnia 2014

OneShot ,,Głos serca"

Każdy z nas ma do przebycia swoją podróż życia.
Mijamy różne stacje życiowe: jedne są szare, inne zaś kolorowe. Poznajemy ludzi, którzy wsiadają i wysiadają lub też zostają przy nas do końca naszej podróży.
Każdy z nas wybiera swój przedział życiowy. Jednym wystarczy zwykły, inni wolą luksusowy.
Lecz w tym wszystkim nie ważny jest wcale luksus. Bo sensem tej naszej całej podróży jest miłość do drugiego człowieka.

~~~~~

Kolejny raz robiła coś zakazanego. Po raz kolejny zapragnęła być z nim. Chciała przeżyć kolejny elektryzujący pocałunek, lekki dreszcz, spowodowany jego czułym dotykiem. Kolejny raz móc usłyszeć jego ciepły szept, poczuć jego smak, dotknąć jego rąk.
Pojawił się w jej życiu późno... O wiele za późno. Skradł jej serce i zamieszkał w nim. Jednak, czy zostanie tam już na zawsze?
Teraz musiała podjąć najważniejszą decyzję w swoim życiu. Nie była ona wcale taka łatwa, jak mogłoby się wydawać. Od niej zależała jej przyszłość.

Doszła na miejsce spotkania i usiadła na ławce. Zaczęła wspominać ich wspólne chwile.

~~~

Pamięta ten dzień...
Maj...
Wiał mocny wiatr, a duże krople deszczu spływały po jej twarzy.
Nic nie było wtedy dobrze...

Przychodziła tu codziennie. Siadała na ławce i obserwowała przechodzących ludzi.
Rozmyślała. O wszystkim... Zastanawiała się... Jak żyją ci ludzie? Czy mają takie problemy jak ona?
Właściwie to sądziła, że całe jej życie jest jednym wielkim problemem.

Rodzice rozwiedli się, gdy była bardzo mała. Ojciec alkoholik, matki nie pamięta. Całymi dniami pracował, a potem wracał do domu całkowicie pijany. Miała nadzieję, że jeszcze się zmieni. Dziewczyna czuła do niego obrzydzenie.
Po tych wszystkich wydarzeniach bardzo się zmieniła. Nic jej nie cieszyło, kochała samotność. Wszystko straciło dla niej sens.

Jednak przejdźmy do tego dnia, który zmienił jej dotychczasowe życie...
Przeznaczenie?
Nazwałaby to wtedy zwykłym przypadkiem.
Czy przypadki wogóle istnieją?
Może ktoś to wcześniej zaplanował?
Kto pociągał za sznurki?
Jak to się skończy?

Przechodziła przez park. Miasto było skąpane w deszczu i szarości. Ciemne włosy zakryte były czarnym kapturem. Ręce umieszczone w kieszeni, trzęsły się z zimna. Choć pogoda nie dopisywała, a ona nie miała zamiaru wracać do domu.

Jeszcze chwila...
Serce zabiło mocniej.
Ta piękna melodia...
Wskazywała drogę. Nie mogła się powstrzymać.
Ten głos... Taki piękny, taki melodyjny, taki... hipnotyzujący.
Coś kazało jej iść w jego stronę.
Sznurki...

Wreszcie...
Przeznaczenie nareszcie zwyciężyło.
Melodia doprowadziła ją na koniec parku. Była tam tylko jedna ławka. I on.
Jego głos...
Taki romantyczny.
Oczy...
Głębokie. Już na zawsze miały zapaść w jej pamięć.
Różnił się od innych dotąd jej widzianych osób.

Jednak jedno przykuło jej uwagę. Oczarowało.
Piosenka...
Bawił się muzyką. Robił to całym sercem.

I wtedy... świat stał się kolorowy, całkiem inny.

Zahipnotyzował ją... Zwykły muzyk.
Krople deszczu nadal odbijały się od chodnika. Scena wyjęta niczym z jakiejś komedii romantycznej.
Nie.
To tylko życie...

- Nie jest za zimno na granie na gitarze? - zapytała, siadając obok niego. Coś kierowało nią.
Czyżby przypadek?
Nie sądzę...
Spojrzał w jej stronę. Wtedy dopiero zauważyła, że jest w jej wieku. Przystojny, młody. Każda dziewczyna pewnie jest nim oczarowana.
Nie ona. Oczarowała ją jego muzyka.

- Nie jest za zimno na szlajanie się po parku? - zaśmiał się.
Nic nie odpowiedziała.
Znowu zaczął wygrywać piękne melodie. Wszystko stanęło w miejscu...
Byli oni i muzyka.
Nigdy nie słuchała muzyki, ale ta była inna. Delikatna, spokojna, prawdziwa...

Robiło się ciemno.
Oni nadal siedzieli na tej ławce. Nie osobno, ale razem.
Tworzyli jedno?
Muzyka ich połączyła. Wdarła się do ich serc, odnalazła klucz do dusz. Miała ich połączyć.

Serce jej stanęło, gdy rozległ się ostatni dźwięk.
Pragnęła więcej. Niczym narkotyk łaknęła tej melodii. Nie odezwała się.

- Pięknie grasz...
- Jestem Diego. Dziękuję - rzekł do niej, na co ona wstała.
Nie uśmiechnęła się, nie powiedziała nic. Nie chciała. Nawet go nie znała, a oceniała go po głosie i talencie.

- Przepraszam, że zajęłam twój czas. Muszę już iść.
Odwróciła się na pięcie, spoglądając w niebo. Teraz na niebie świeciły się miliony gwiazd. Migotały swym pięknym światłem.
Śmiały się?
Tak, bo tylko one wiedziały, co będzie dalej. Zaplanowały to wcześniej.
Przeznaczenie zapisane w gwiazdach...
Może jest w tym cień prawdy?

Zniknęła zza horyzontem. Wszystko prysło, niczym bańka mydlana.
Pozostały jedynie odłamki uczuć i echo pięknej melodii.
Ton jej głosu...
Nawet nie znał jej imienia.

Maj...
Radosne promyki słońca...
I wspomnienia, które pozostawiły ślad.

Melodia w sercu...
On i ona.
Oddzielnie, czy razem?

Znowu szła przez ten sam park, przez ten sam chodnik.
Te same sznurki nią kierowały?
Przez ten miesiąc zaczęła się zmieniać.
Ta melodia w sercu była kluczem do jej najgłębszych uczuć...

Co się z nią stało?
To pytanie zadawała sobie przez cały czas. Chciała odnaleźć siebie, tą prawdziwą, radosną.
Jednak nie potrafiła.
Była za słaba.
Kto jej pomógł?
On i jego piosenka. W głębi serca odkrył ją, dawną Francescę.

I znowu ta sama melodia.
Ten sam przypadek?
Kąciki jej ust uniosły się ku górze. Uśmiech, który jeszcze kilka tygodni temu nie gościł na jej twarzy.
Spojrzała w niebo. Kłębiaste obłoki, śnieżnobiałe...
A gdzie gwiazdy, które znowu uknuły tą piękną intrygę?
Obserwowały to wszystko z oddali, niedługo znowu się zaśmieją.

Poszła w stronę pięknej piosenki. Innej, lecz tak samo zachwycającej.
Uwodziła ją, flirtowała nutami, zwodziła wspaniałym dźwiękiem.
I znowu rzucił na nią urok...
Był czarodziejem?

Muzycznym krokiem szła w tamto miejsce. Zakręciła się na widok czerwonych róż. Rozkwitły.
Była zupełnie inną osobą.
Jak ludzie potrafią się zmienić z powodu... muzyki?
A może miłości?

Po raz kolejny go ujrzała. Diego.
Coś ją do niego ciągnęło, pragnęła rozmowy z nim, jego muzyki.
Uzależnienie?

Spojrzał na nią. Ten sam uśmiech, ta sama pasja w oczach.
Było w nim coś wyjątkowego. Nie potrafiła tego opisać. Po prostu chciała być blisko niego.

- Jeśli znowu masz zamiar siedzieć tu ze mną parę godzin, to chociaż zdradź mi swoje imię.
- Francesca - dodała i usiadła obok niego.
- Ja już muszę lecieć, ale wiesz, gdzie mnie szukać - powiedział, ujmując jej delikatną dłoń. Nic nie mówiła, czekając na jego ruch.
Włożył jej coś w rękę i zacisnął. Odszedł, a ona rozwinęła skrawek papieru.

"Restauracja Amor, obok parku. Codziennie o dwunastej. "

Jak to się skończy?

Trzy miesiące później...

Czerwiec...
Miesiąc pełen słońca i radości...
Zapach zbóż, owoców... i rozkwitającej miłości.

On i ona?
Razem?

Czekała na niego.
To on ją zmienił. Był przy niej zawsze. Nie oceniał, po prostu był.
Czego oczekiwał w zamian?
Nie wiedziała.

Wszedł do restauracji.
Ubrany w czerwoną koszulę i jeansy.
Serce zabiło mu mocniej, gdy ujrzał Francescę. Dziewczyna już dawno skradła mu serce.

Pokochaj...
Zrozum...
Poprostu. Bądź.

Uśmiechnęła się do niego.
Jej oczy, niczym ocean, takie głębokie i niebezpieczne, tak łatwo się w nich zakochać.
Spojrzała na chłopaka, który chyba myślami był gdzie indziej.

- Fran... - ujął jej drobną dłoń, jak wtedy, gdy się poznali. - Kocham cię - zamarła.
Teraz wiedziała, że przeznaczenie tak chciało.
- Diego, ja ciebie też kocham, ale... - jej głos drżał - mam chłopaka.
- Rozumiem, ale nigdy nie zrezygnuję z mojej miłości do ciebie - dodał, na co jeszcze bardziej zalała się łzami.

Tak bardzo pragnęła być z nim.
Złapał ją za podbródek. Nie sprzeciwiała się, jej twarz była zalana łzami.
Przybliżył się... i musnął delikatnie jej usta. Oddała pocałunek całą sobą.
I stało się coś magicznego.
Poczuła ciepło. Ciepło miłości.
Pokochała....

Wplątała dłonie w jego włosy.
Czuła żar, smugę ognia przechodzącą po jej ciele.
Ogień rozrywał jej serce, które biło jak szalone.
Ich wargi poruszały się w szaleńczym rytmie. Idealnie do siebie pasowały, jakby były dla siebie stworzone.
Rozpalił jej zmysły, pragnęła więcej.

Czy to miłość?
Tak, to ona.

~~~

Gwiazdy się śmieją, sznurki prowadzą ich los, a ogień płonie.
Czy napewno?

- Hej, Fran - powiedział, siadając obok niej. - Coś się stało?
- Tak - zgarbiona, spuściła głowę tak, że długie włosy niemal zupełnie zasłoniły jej twarz. Jednak wiatr gwałtownym szarpnięciem zdmuchnął garść brunatnych, jak jesienne liście kosmyków, odsłaniając jej oczy. Wielkie, ciemne, lśniące łzawo, tak podobne do oczu przestraszonego zwierzęcia, wypełnione niemym wołaniem.
Już zawsze miały zostać w jego pamięci, odciśnięte jak piętno na świadomości.
- Diego..., ja wyjeżdżam.

~~~

Lotnisko było pełne ludzi, ale on brnął dalej, wytrwale, aż dostrzegł jej jasną sukienkę i burzę ciemnych włosów.
Odwraciła się i posłała mu niepewny uśmiech.
- Mam... mam coś dla ciebie - przystanął na moment i sięgnął po kartkę, kilkakrotnie złożoną. Wsunął ją w drobną dłoń i uśmiechnął się krzepiąco.
- Zaraz odlatujemy.
- Wiem. Chciałem ci życzyć... przede wszystkim szczęścia. Znajdziesz je. Jestem pewien - spojrzała na niego przez krótką chwilę pytająco, jakby czekając jeszcze na inne słowa. Ale te, niestety, nie padają.
- Do zobaczenia - szepnęła cicho, nim się odwraciła.
Znów kłamie. Przecież wie, że nigdy się nie zobaczą.
W ostatniej chwili pociągnął ją za rękę i złączył ich usta w jedno.

~~~

Wsiadła do samolotu.
- Proszę zapiąć pasy - usłyszała za uchem głos stewardessy, kiwnęła głową. Z pstryknięciem zamknęła klamrę, a potem szybkim ruchem starła nieposłuszną łzę z policzka.
Samolot wystartował. A ona siedziała i spoglądała na kartkę, którą jej dał.

Gwiazdy się nie śmiały, sznurki pękły, a ogień zgasł.

Chłód, cierpienie i łzy.
A piosenka?
Nadal w jej sercu.

~~~

Teraz wciąż większość czasu chłopak spędza samotnie na ławeczce.
Po prostu tam siedzi. Nie myśli, nie wspomina, nie gra.

I tylko czasem, kiedy wschodni wiatr przynosi niepokój, budzą się w nim uśpione myśli...
Między sny, tak gorzkie i jałowe, wkrada się cień bólu, jak spadająca z sykiem już dogasająca gwiazda. A na zadymionym szarością niebie przez moment, mgnienie oka, rozbłyskuje drżący kolorami rąbek utraconej tęczy.
I znika równie szybko...
I tylko czasami, czasami się zastanawia, co by było, gdyby wtedy nie pozwolił jej odejść...

~~~~~~~~~~~~~

Heeeeeeeeeejka ;)

Kolejne zamówienie już się pojawiło! ;)
Przybyłam po długiej przerwie. Wena wróciła, więc następny OS pojawi się już niedługo ;).
Pozdrawiam i liczę na komki ;)

Do następnego, misiaczki ;***
Lilka <3

środa, 17 grudnia 2014

Cierpienie z niewiedzy.

Dlaczego los jest dla mnie taki niełaskawy? Czemu akurat mnie spotykają takie nieprzyjemności w życiu? Nie mam nawet komu zwierzyć się ze swoich problemów... Przecież nastolatka na wózku jest gorsza, prawda?
 Nie uważam tak, aczkolwiek od 3 lat jestem inwalidką, od której odwrócili się wszyscy. Nie mam pojęcia dlaczego, czyżby się mnie obawiali? Nie jestem trędowata, ani nie zarażam tym, a więc, co nimi kierowało? Płytkie wartości dzisiejszej młodzieży są zdecydowanie przerażające. Na domiar złego jestem poniżana oraz gnębiona, ponieważ jestem niepełnosprawna. Nigdy nie mogę liczyć na pomoc ze strony swoich rówieśników.
W moim życiu nigdy nie było z górki, aczkolwiek wypadek, w którym straciłam matkę i wylądowałam na wózku, to najgorsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała. Mój ojciec po jej śmierci totalnie się załamał, wpadł w depresję, odizolował się od ludzkości. Całymi dniami przesiaduje w swoim pokoju, spoglądając w okno albo na zdjęcie mojej zmarłej mamy. Nie jest w stanie mnie wychowywać, jestem dla niego zbytnim obciążeniem. Nie mam mu tego za złe, to nie jego wina. Wypadek spowodowała moja matka, która zabiła również jakąś kobietę z dzieckiem. Do tej pory nie wiem, kim oni byli, ani nie znam ich rodziny.
Jedyną bliską mi osobą jest moja ciotka - Angie, której zawdzięczam wiele. Jako jedyna przez te 3 lata była dla mnie oparciem i jednocześnie najlepszą przyjaciółką. Angie to nauczycielka w Studio On Beat, jest to niesamowite miejsce, ale niestety nie dla mnie. W owej szkole bardzo ważny jest ruch i umiejętności taneczne, ja natomiast ze względu na sytuację w jakiej się znajduje, nie mogę tańczyć, to chyba jasne dlaczego. Mimo wszystko chciałabym poprosić Angie o to, bym mogła uczęszczać do Studio na lekcje fortepianu. Mam nadzieję, że takowa możliwość istnieje...

,,Marzę o cof­nięciu cza­su. Chciałbym wrócić na pew­ne roz­sta­je dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczy­tać uważnie na­pisy na dro­gow­ska­zach i pójść w in­nym kierunku."

- Fran?
 Usłyszałam pukanie do drzwi i ciepły głos mojej ciotki.
- Tak, Angie? Wejdź proszę, zapraszam.
Zza drzwi wyłoniła się wysoka, długowłosa blondynka o nieskazitelnym wyglądzie i niebanalnej figurze - moja ciocia. Jeśli chodzi o wygląd, to diametralnie się różnimy. Przede wszystkim jestem krótkowłosą szatynką, zaś ona jak już wspomniałam długowłosą blondynką. Poza tą jakże widoczną cechą jest też cała masa innych, które sprawiają, że jesteśmy totalnie inne.
- Przyniosłam Ci kolację, kochana.
Położyła tacę z jedzeniem na łóżku i spojrzała na mnie czułym wzrokiem. - Wszystko dobrze? Jesteś jakaś przygnębiona. Co się stało?
Usiadła obok mnie. Złapała za moją dłoń i zaczęła ją delikatnie głaskać. Jej dotyk był niesamowicie przyjemny.
Skierowałam wzrok w dół.
- Nic nadzwyczajnego... Rozmyślałam po prostu i mi się zrobiło smutno.
- Jesteś pewna, że to o to chodzi? Powiedz co Cię gryzie, a jakoś temu zaradzimy.
Przez moment siedziałyśmy w milczenia, aż w końcu odważyłam się jej odpowiedzieć.
- Nie wiem, Angie. Czuję się beznadziejnie. Jestem do niczego. Od 3 lat poza Tobą nie mam nikogo. Moi rówieśnicy mną pomiatają i traktują jak szmatę, mówiąc kolokwialnie. Nie chciałam powiedzieć o tym nikomu, ponieważ oni mi grożą. Boję się, że zrobią mi krzywdę i moje obawy z dnia na dzień coraz bardziej się nasilają.

Poczułam jak zbierają mi się łzy pod powiekami. A chwilowy brak reakcji ciotki wcale mnie nie uspokajał. Jej osłupiały wzrok miał w sobie coś irytującego. Naprawdę nie wiem dlaczego, po prostu mnie denerwował.
W pewnym momencie wybuchła płaczem.
- Jestem okropna, fatalna, beznadziejna... Nic o tym nie wiedziałam, nawet się nie zainteresowałam. Nie zauważyłam niczego. Jak ja mogłam? Przez ten cały czas tak cierpiałaś, a ja nie miałam o tym pojęcia. Wybacz mi.
Objęła mnie. Nadal szlochała.
- Nie obwiniaj siebie, to nie Twoja wina. Po prostu ja tego nie chciałam i unikałam tematu jak ognia. Nie potrzebowałaś żadnych zmartwień związanych z moją osobą. I tak uważam, że jestem dla Ciebie ogromnym kłopotem oraz ciężarem.

Oderwała się ode mnie i spojrzała na moją twarz. Zaczęła głaskać mnie po policzku.
- Nawet tak nie mów, dziecko. To nie jest prawda. Cieszę się, że Ciebie mam.
Ucałowała mnie w czoło.

Przez prawie cały wieczór siedziałyśmy wtulone w siebie, nie odzywając się.
Nie przełknęłam nawet kolacji, byłam zbyt zmęczona i smutna.

Spytałam Angie o lekcje gry na fortepianie mimo swoich obaw, że powie, iż nie ma takiej możliwości. Jednakże ona była taka zdeterminowana, powiedziała, że zrobi wszystko bym była nareszcie szczęśliwa.
Następnego dnia również złożyła papiery o przeniesienie mnie do innego liceum.
Kilka dni później byłam już w innej szkole. Ludzie tutaj byli zdecydowanie bardziej zaangażowani w pomoc mi, ale z nikim nie załapałam szczególnie dobrego kontaktu.

Tego dnia odbyła się moja pierwsza lekcja fortepianu. Angie przyprowadziła mnie do fantastycznego nauczyciela - Beto. Strasznie roztargniony człowiek, ale jednocześnie bardzo uroczy i zabawny.

Podeszło do mnie parę osób, by się przedstawić. Nie spodziewałam się takiego miłego przywitania. Moją szczególną uwagę zwrócił przystojny szatyn - León, który miał w sobie coś takiego, że momentalnie mnie paraliżowało.
- Witaj. Nazywam się León, uczę się tutaj.
Chłopak wyciągnął do mnie dłoń. Odwzajemniłam gest.
- Cześć. Ja jestem Francesca. Będę uczęszczać na lekcje fortepianu do Beto. Chciałabym uczyć się tutaj czegoś więcej, ale bycie niepełnosprawną koliduje z tym marzeniem. Szkoda, bo to niesamowite miejsce. Ludzie tutaj są sympatyczni i przyjaźni. Dawno takich nie spotkałam.
- Naprawdę? Tutaj wszyscy jesteśmy rodziną, której Ty również będziesz częścią od dzisiaj.
Uśmiechnął się do mnie, a mi zrobiło się gorąco. Był taki uroczy i szarmancki. Zaproponował, że pokaże mi szkołę. Nie mogłam mu odmówić.
Dużo rozmawialiśmy, wymienialiśmy uśmiechów. Polubiłam jego towarzystwo.

Wkrótce zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Między nami była jakaś fantastyczna więź, dzięki której mieliśmy tak dobre relacje. Był dla mnie wsparciem i we wszystkim mi pomagał. Bezustannie czekałam na jego dotyk na choćby nawet głupiego przytulasa. Czułam się przy nim taka bezpieczna.
~~~~~~
Pewnego dnia podczas lekcji fortepianu Beto poszedł po partyturę i zostawił mnie samą w sali. Rozglądnęłam się dookoła czy nikt na mnie nie patrzy. Zaczęłam delikatnie uderzać w klawisze fortepianu i falsetować.

Ahora sé que la tierra es el cielo,
Te quiero, te quiero
Que en tus brazos ya no tengo miedo,
Te quiero, te quiero
Que me extrañas con tus ojos
Te creo, te creo...

Byłam wtedy taka wolna i czułam się beztrosko.

Wnet zauważyłam, że w drzwiach stoi León. Spoglądał na mnie z uśmiechem na twarzy. Skrępowałam się i zawstydziłam. Nie dało się ukryć, że piosenka jest o nim...

- Wow! Masz niesamowity głos, naprawdę. To Twoja piosenka? Jest piękna!
Usiadł obok i objął mnie ramieniem. Spuściłam głowę. Było mi strasznie wstyd...
- Fran, co jest? Wszystko ok?
- Tak, tak. Dziękuję za komplement, to naprawdę miłe. Piosenka owszem - jest moja. Zdecydowanie jest skierowana do kogoś konkretnego.
Dotknął mojej twarzy i zdecydowanym ruchem skierował mój wzrok na siebie.
- Mówisz o mnie?
Odwróciłam wzrok.
- Nie uciekaj wzrokiem. Mów szczerze, Francesco...
- Tak! To o Tobie, zadowolony?
Poczułam łzy spływające po policzku. León przetarł je i po raz kolejny skierował moją twarz w kierunku swojej, trzymając rękę na mojej brodzie.
- Posłuchaj. Jesteś wspaniałą dziewczyną. Nie rozumiem dlaczego tak się zbulwersowalaś. Wstydziłaś się tego, że się we mnie zakochałaś?
Ty dla mnie też nie jesteś obojętna. Powiem więcej, kocham Cię, naprawdę Cię kocham, Fran.
Zarumieniłam się i uśmiechnęłam.
Dłuższą chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Jego oczy mnie hipnotyzowały.
Uniósł swoją dłoń i położył ją na mojej twarzy, Gładził moje policzki. Jego dłonie były męskie i czułe. Dotyk nieziemsko uspokajający. Mogłabym tak siedzieć całe swoje życie.
Zaczął się zbliżać ku mnie. Niedługo później nasze usta się styknęły. Najpierw delikatnie musnął moje wargi, a później nasz pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Splotłam ręce na jego ramionach. Czułam się taka szczęśliwa.
W pewnym momencie do sali wszedł Beto. Wypuścił wszystkie rzeczy z rąk.
- Ee, dzieci? Może nie będę przeszkadzać.
Beto przykucnął i zaczął zbierać upuszczone przedmioty.
- O, Beto. Nie, nie... To ja już pójdę. Pa, kochanie.
Zakomunikował León.
Wysłałam mu tylko całusa.
Nauczyciel zebrał rzeczy z podłogi i usiadł obok mnie. Był chyba lekko zakłopotany i nie mógł się skupić na nauce mnie. Dla mnie tak sytuacja też była niezręczna.

Kilka tygodni później znowu miałam zajęcia z Beto.
- Słyszałem jak śpiewasz, inni nauczyciele także. León nagrał Cię i nam pokazał. Robisz to z taką pasją. Twój głos jest fantastyczny. Razem z nauczycielami pomyśleliśmy, by spytać czy nie chciałabyś może zdawać egzaminu do studia i śpiewać tutaj?
Jego propozycja mnie zaskoczyła.
- Naprawdę bym mogła?
- Oczywiście, że tak.
- To najszczęśliwszy dzień w moim życiu, dziękuję!
Beto objął mnie.

Po jakimś czasie zdałam egzamin ze śpiewu i gry na instrumencie dzięki pomocy Leóna. Będę mu wdzięczna już zawsze.

Kilka tygodni później siedziałam w cieniu drzewa przed studiem. Skrobałam w swoim zeszycie tekst piosenki.

Mi corazón busca sin parar
una estrella en lo alto de este mar
si pudieras alumbrarme un camino hacia ti
es posible que te pueda encontrar,
cada mañana pienso en tu voz
y el momento en que te veo llegar
si esta vida se enamora de nuestra pasión
algún día nos podrá juntar.

Czułam się spełniona, gdy mogłam przelewać myśli na papier.

W pewnej chwili usłyszałam kroki kilku osób zbliżających się do mnie. Wyjrzałam zza kartki i zobaczyłam "ekipę rozboju" z mojej starej szkoły.
Momentalnie zrobiło mi się gorąco, chciałam stamtąd jak najszybciej uciec, ale nie było jak. Z chęcią zawołałabym pomoc, ale się bałam.
Byli coraz bliżej mnie. Serce zaczęło bić mi coraz mocniej. Poczułam krople potu spływające po mojej twarzy.

- Proszę, proszę, a to kto? Nasza Francesca? Jak się masz, kochana?
Powiedział jeden z nich - Diego szyderczym głosem. Te puste lalunie, wśród których była szczerze znienawidzona przeze mnie Violetta, chichotały na każde jego słowo. Tak jakby był ich guru. Iście mnie to irytowało.
- Czego chcesz, frajerze? Możesz się ode mnie odczepić?
Chłopak zaśmiał się. Jego ręka powędrowała na moje włosy.
- Nic, słonko chciałem Cię tylko odwiedzić w tym psychiatryku, który potocznie nazywają szkołą.
Spoliczkowałam go i wrzasnęłam.
- Nie dotykaj mnie! Że też masz czelność przychodzić tutaj, po tym co mi wszyscy robiliście!
Chłopak zachwiał się. Spojrzał na mnie i splunął mi na wózek. Pochylił się nade mną. Przestraszyłem się, okropnie.
- Posłuchaj, kretynko. Przyszedłem tu, ponieważ przez Ciebie miałem sprawę w sądzie.
Przełknęłam ślinę. Czułam na sobie jego oddech. W myślach modliłam się, aby odszedł.
- Nie chcę byś znowu skarży......
W pewnej chwili podbiegł León. Odepchnął Diego, aż ten utracił panowanie i się wywrócił.
- Słuchaj, koleś.....
W pewnym momencie zaniemówił i patrzył na Diego.
- Die - Diego?
Nie wiedziałam co się dzieje.
- To wy się znacie?
Spytałam.
León spojrzał na mnie, a potem znowu na chłopaka.
- Tak... Diego uczył się w Studio, ale odszedł.
Ta wiadomość mnie zaskoczyła. Mój wróg. Osoba, która dokuczała mi w szkole i nie dawała żyć uczyła się w Studio? Szok...
- Diego, dlaczego gnębiłeś Francescę? Dlatego, że jeździ na wózku? Jesteś niepoważny?
Spojrzałam na niego. Przecierał łzy. Nie rozumiałam o co mu chodzi do momentu, gdy nie powiedział czegoś co nami wstrząsnęło.
- Chcecie wiedzieć czemu? Proszę bardzo.
Przez jej matkę, która spowodowała wypadek 3 lata temu straciłem też swoją oraz młodszego braciszka. Mama była najważniejszą osobą w moim życiu. Teraz jej już nie ma. Od tego czasu wpadłem w złe środowisko. Zaczęły się używki, bijatyki, kłótnie i tym podobne. To mnie odstresowywało. Przede wszystkim chciałem zemścić się na Fran, bo to wszystko wina jej matki, ale dopiero teraz uświadomiłem sobie, że to był błąd. Ten wypadek spowodowała jej matka, a nie ona. Francesca, przepraszam. Byłem idiotą. Pod wpływem cierpienia robiłem rzeczy tak niewyobrażalnie okropne. Autentycznie tego żałuję. Wybacz mi, błagam.

Patrzyłam na niego z żalem. Łzy ściekały mi po policzkach. Czułam ścisk w gardle. Nie wiedziałam, że to była jego matka i brat. Mimo wszystko było mi go szkoda. To nie jego wina. Po śmierci najbliższej mu osoby spaczyła mu się psychika. I choć cierpień miałam nadto, to gdyby nie one, nie byłoby mnie tu teraz. Nigdy nie poznałabym Leóna, nie uczęszczałabym do Studio, nie znalazłabym tych wspaniałych przyjacioł, nie mogłabym uczyć się śpiewać. Prawdę mówiać, to wiele mu zawdzięczam.
- Wybaczę Ci, bo dzięki tobie tak jakby, jestem tu gdzie jestem i robię to, co robię. Jestem szczęśliwa. Nie mam Ci niczego za złe. Przemyślałam wszystko i domyślam się, jak przez ten czas było Ci ciężko. Pamiętaj, tylko że ja nie miałam łatwiej...
Chłopak wstał i przytulił mnie.
- Tak wiem, przepraszam. Dziękuję, że mi przebaczyłaś.
- Ej, ej Ty tak sie nie rozpędzaj. To moja ukochana.
León zaśmiał się i pocalował mnie w policzek.
Całą tę historię opowiedziałam Angie, która była tak samo zaskoczona, jak ja.

Po jakimś czasie Diego ponownie przystąpił do egzaminu w Studio. Dostał się. Odkryłam, że ma on też drugie oblicze - dobrego człowieka. Już dawno wybaczyłam mu wszystkie przykrości, które mi wyrządził. Zaprzyjaźniliśmy się nawet.
Jeśli chodzi o Leóna układa mi się z nim wspaniale. To najlepszy chłopak na świecie. Oddany, czuły, opiekuńczy, kochany... Mogłabym wymieniać tak bez końca.    
Z perspektywy czasu widzę, że sentencja "Kto nie zaznał cierpienia - nie zazna szczęścia." sprawdza się w życiu.
Śmiało mogę powiedzieć, że jestem teraz najszczęśliwsza na świecie.

Valió la pena, pude entender
que cada historia es una razón.

~~~~~~~~

Długo nie wstawiałam OS'a, a jak już to zrobiłam, to jest mega, mega długi. Powiem wam, że sytuacja z Diego była spontaniczna. Nie myślałam na początku by ją wstawić, ale jednak i myślę, że dzięki temu jest ciekawiej. ;)) MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE BĘDZIECIE INTERPRETOWAĆ TO W SPOSÓB NIEKORZYSTNY. CEL TEGO OS'A JEST POZYTYWNY.

~Lena.


czwartek, 4 grudnia 2014

Miniaturka ,,Róża"

Życie jest jak kwiat, jak róża.
Na początku to tylko zielony kiełek. Taki, jak każdy inny. Żaden się nie wyróżnia, wszystkie są równe.
Niektóre kiełki zostają zdeptane przez nieuważnych ludzi, a ich życie się kończy. Umierają za młodo... Jednak ich misja na świecie dobiegła końca i teraz będą spokojnie żyć w niebie...
Niektóre kwiaty żyją jednak dalej, rozwijają się. Kwiat rośnie, każdy w innym tempie. Nadal wyglądają tak samo, jak inne.
Potem rozwija się pączek. Jeden jest biały, inny różowy, a kolejny czerwony.
Kwiat się rozwija. W powietrzu powoli rozlewa się jego słodka woń...
Płatki się rozwijają, życie nabiera koloru. Piękne...
Niektóre róże zostają ścięte, idą do kwiaciarni, do domów. Wiedzą, że ich życie się kończy, ale zdają sobie sprawę z tego, że te ostatnie dni będą tymi najpiękniejszymi. Spędzonymi wśród miłości innych...
Reszta nadal żyje. Ich płatki zaczynają jednak powoli wypadać. Starzeją się, tracą swoje piękno i zapach. Każdy stracony płatek to jeden stracony rok życia. Wszystkie płatki spadają po jakimś czasie. Róża więdnie. Życie się kończy...
Róża wie jednak, że będzie żyła lepszym życiem.
Już wiecznie...

~~~~~~

Siedzieli pod rozłożystą brzozą nad małym potokiem.
Sebastian i Camila byli ze sobą szczęślwi. Od kiedy się poznali, ich życie zmieniło się. Wszystko nabrało wtedy intensywnych barw. Wszystko stało się piękniejsze...

- Jesteś moją różą - powiedział, dotykając płatkami kwiatka jej różowego policzka.
- Przestań, bo się przez ciebie rumienię.
- Kocham cię.
- Ja ciebie mocniej.
Musnął delikatnie jej usta, a ona oddała pocałunek całym swoim sercem.

Kochała go najmocniej na świecie. Był jej skarbem. Był dla niej całym światem. Był dla niej całym życiem. Poprostu wszystkim.
Miała nadzieję, że nikt tego nie zmieni...

~~~

Od pewnego czasu w głowie Camili roiło się od pytań. Jej przyjaciółka, Natalia, powiedziała jej, że Sebastian ją okłamuje.
Przypadek?
Czy on wogóle istnieje?
A może to przeznaczenie zapisane w gwiazdach?

- Kochasz mnie? - spytała, siadając obok niego na sofie.
- Tak, to przecież oczywiste.
- Nie kłam.

- Ufasz mi?
- Tak, wiesz o tym.
- Błagam cię, przestań już kłamać.
- Ja nie kłamię - próbował się bronić.
- Nie udawaj.

Zawsze kłamiesz. Jesteś kłamcą. I myślisz, że tego nie wiem. Lecz ja już wszystko wiem...

- Wiesz, ostatnio zaczęłam żałować kilku rzeczy...
- Jakich?
- Tego, że cię spotkałam i ci zaufałam.

Może i popełniam błędy. Lecz nie jestem tobą.
Te twoje kłamstwa...

- Może skończymy tą wojnę? Kocham cię, Cami. Zrozum to.
- I znowu kłamiesz.

Ta bajka miała trwać wiecznie. Niestety, to się już skończyło.
Wszystko ma swój kres. Tak już jest, musisz to zrozumieć. Nie da się tego zmienić.

- Z nami koniec.
- To nie jest śmieszny żart, Camilo.
- Nie chcę cię znać, zrozum to wreszcie.
- O co ci chodzi? Cami, jesteś dla mnie wszystkim.
- Kochasz jeszcze Laurę?
- Nie.
- Nie kłam. Wiem, że tak jest.

Muszę ci coś pokazać. Wiem, że dobrze robię, choć nie powinnam.

- Tutaj jest wszystko. Cała prawda o tobie i twoich kłamstwach, Sebastian - powiedziała, kładąc na stole pomiętą kartkę.
- Skąd to masz? - dotknął palcem powierzchni papieru.
- Natalia już dawno wszystko mi powiedziała.
- Cami, to nie tak jak myślisz - mówił, patrząc na nią.
- Wynoś się stąd. Nie chcę cię widzieć - krzyczała, a po jej policzkach spływały gorzkie łzy. Mimo że powiedziała mu, że go nie kocha, nie mogła o nim zapomnieć.
Jednak podjęła decyzję...

~~~

Mój świat został zniszczony.
Byłam oszukiwana przez cały czas. Myślałam, że jestem jego różą.
Kolejny raz jestem nieszczęśliwie zakochana...

Był moim aniołem snów.
Już nie poczuję jego zapachu, dotyku, czułości. Już nie usłyszę jego słów szeptanych do mojego ucha.
Cichego szmeru miłości...

Jedyne, co zostało to zaciśnięte wargi, skaleczone dłonie, zranione serce, zaszklone oczy oczy, brak nadziei.
Zabita miłość...

Nienawidzę samej siebie.
Nienawidzę osoby, którą się stałam.
Słaba nic już nie znacząca dusza...

~~~

Pierwsze cięcie...

Za te wszystkie błędy popełnione przeze mnie. Za to, czego nie powinnam była zrobić. Za wiele nieprzemyślanych decyzji. To one źle wpłynęły na moje życie. Z resztą, wpłynęły tak na wszystkich moich bliskich.
Przeze mnie oni cierpieli.
Nie powinno tak być. Wiele sytuacji nie powinno mieć wogóle miejsca.
Gdyby się dało cofnąć czas...

Ból...
Miliony łez, które spływają po policzkach...
Mimo to, musi to zrobić. Nie może przestać. Musi odpowiedzieć za te wszystkie złe czyny. Musi ponieść taki sam ból, jaki przez nią poniosły inne osoby...

Drugie cięcie...

Za to, że byłam głupia. Byłam tak bardzo głupia...
Nie wierzyłam, kiedy moja przyjaciółka mówiła mi, że Sebastian mnie okłamuje.
Miała rację... Ale ja nie chciałam jej słuchać. Byłam w nim tak strasznie zakochana...
A Natalia?
Odeszła. Nie chciała się przyjaźnić z osobą, która jej nie ufała.
Coraz bardziej się od siebie oddalałyśmy. I w sumie nie dziwię się jej, że mnie zostawiła.
Teraz bardzo boli mnie to, że jej już nie ma...

Krew spływa po jej rękach. Na jasno brązowym dywanie jest jej pełno.
Nie obchodzi ją to.
Ból nie ustaje...
Nic ją teraz nie interesuje. Dalej robi to, co uważa za konieczne.

Trzecie cięcie...

Żałuję tego, że nie słuchałam moich rodziców. Najważniejszych osób, których nie ma już przy mnie. Chciałam być samodzielna. Chciałam pokazać im, że jestem silna.
Odwróciłam się od nich. A to przecież oni całe życie mnie wychowywali.
Nigdy nie pomyślałam o tym, że mogę ich już nigdy nie zobaczyć. Wyparłam się ich i teraz tego bardzo żałuję...
Tęsknię za nimi...

Nie ma już na to siły, ale nie może odpuścić.
Zaszła zbyt daleko, żeby teraz to zakończyć...

Czwarte cięcie...

Za znajomości, na które poświęcałam zbyt wiele czasu. Za osoby, które wykorzystywały mnie tylko po to, żeby być sławnymi. Potem poprostu odwrócili się ode mnie. Tak z dnia na dzień.
Nie rozumiem tego.
Czemu ludzie muszą patrzeć tylko na to, co działa im na korzyść?
Próbowałam nawet odnawiać te znajomości, ale jest to poprostu bez sensu...

Rozdrapywanie tych wspomnień bolało ją bardziej od pociętych nadgarstków. Wszystkie chwile, te dobre, ale w większości te złe, wróciły ze zdwojoną siłą.
Bolało...
Jak zawsze, kiedy to wspominała...

Piąte cięcie...

Żałuję tego, że nakrzyczałam na mojego przyjaciela. Wytknęłam mu wszystkie jego błędy. Nie powinnam była tego zrobić.
Tylko on był przy mnie zawsze. To on pocieszał mnie, kiedy byłam smutna. Zawsze mogłam się wypłakać na jego ramieniu. Pomógł mi nawet wtedy, kiedy straciłam przyjaciółkę.
Kiedyś nie doceniałam tego, ale teraz go podziwiam. I gdybym mogła go zobaczyć na chociaż dwie minuty, to bardzo bym mu podziękowała. Bo to dzięki niemu przetrwałam wiele złych chwil.
Dopiero teraz widzę, że go kocham... Ale teraz nie ma to znaczenia.

Bolało...
Tak cholernie bolało...
Wiedziała, że tego nie zatrzyma. Musi ponieść karę...
Kiedyś myślała, że nigdy się do tego nie posunie... A jednak tak zrobiła...
Ludzie się zmieniają...

Szóste cięcie...

Żałuję moich nieprzemyślanych zachowań. Czynów, które zostawiły ślady na psychice mojej oraz ludzi, których kochałam. Wolałabym cierpieć dwa razy więcej niż żeby oni cierpieli. Niektóre złe słowa wypowiedziane w stronę tych osób zostaną w mojej głowie na zawsze.
Niestety...

Opierała się o szafkę. Jej wzrok powędrował na ścianę na której wisiało zdjęcie. Zdjęcie, na którym byli wszyscy szczęśliwi.
Teraz jest inaczej. I wie, że się to nie zmieni. Chociaż chciałaby to wie, że to niemożliwe.

Siódme cięcie...

Za to, że nie potrafiłam wybaczać. Była to chyba moja największa wada. Wada, która pozostała do dziś.
Gdybym pewnego dnia powiedziała słowa "Tak. Wybaczam Ci" to być może chociaż po części byłabym szczęśliwa. Ale straciłam tą szansę. Szansę na dobre życie...

Ledwo patrzy na oczy. Obraz jej się rozmazuje. Łzy jak spływały, tak dalej spływają po policzkach.
Obok niej leży parę zdjęć. Jej rodziny, jej przyjaciela - Marco. Jej przyjaciółki - Natalii. Osób, które kocha nad życie.
Nie mogła na to patrzeć.
Zbyt dużo sprawiła im bólu.
Odwróciła głowę i dalej kontynuowała czynność.

Ósme cięcie...

Żałuję, że wiele razy nie zaryzykowałam. Chciałam powiedzieć Diego, że go kocham. Być może teraz byłabym szczęśliwa. Teraz bylibyśmy szczęśliwi. Siedzielibyśmy przytuleni na kanapie, szeptali sobie słodkie słówka. Po prostu byłoby cudownie. Ale tak niestety nie jest..

To bolało ją bardzo.
Kochała go.
A teraz nie ma przy niej osoby niezwykle dla niej ważnej. Tak po prostu rozeszli się. Bez żadnego pożegnania ona poszła w swoją stronę, a on w swoją.
To była zła decyzja, którą będzie żałowała do końca życia...

Dziewiąte cięcie...

Za to, że byłam taka naiwna. Ufałam osobom, którym wcale na mnie nie zależało. Dawałam się okłamywać, jak dziecko. Teraz widzę, że nikt nigdy mnie nie kochał.
Dopiero teraz widzę, że wszystko, co mówili to kłamstwa. Nie powinnam była im zaufać. Nie powinnam była ich spotkać.
To wszystko przeze mnie. To wszystko moja wina...


Dziesiąte cięcie...
Już ostatnie...

Żałuję tego, że się urodziłam.
Gdybym 21 lat temu nie przyszła na świat, wszystko byłoby w porządku. Nie zraniłabym tak wielu ludzi. Nie straciłabym rodziny, przyjaciółki. Nie zraniłabym przyjaciela, którego kochałam nad życie. Nie wypowiedziałabym wiele słów, których do dzisiaj żałuję. Nie zachowałabym się niewłaściwie w momentach, w których nie powinnam. Nie byłabym taka głupia, jak jestem dotychczas. Nigdy nie spotkałabym Sebastiana, który zrujnował mnie.
Na szczęście moje życie się kończy. Byłabym szczęśliwa, gdybym się nie przyszła na ten świat.
Niestety żyję...
Skoro nie jestem szczęśliwa tutaj, to może będę szczęśliwa tam na górze? W niebie?
Być może. Teraz będzie każdemu o wiele lepiej beze mnie...
Żegnaj, zły świecie...

Dopiero teraz była szczęśliwa.
Po chwili zasnęła na wieki...

~~~

Umarła.
Podcięła sobie żyły.

Camila, po rozstaniu ze swoim ukochanym, była zrozpaczona i nie mogła dojść do siebie. Nie funkcjonowała tak, jak powinna. Do tego z dnia na dzień dochodziło coraz więcej problemów.
Lecz nie mogła się poddać.
Walczyła do końca.
Ostatnie dni jej życia spędziła na opłakiwaniu swoich ran i decyzji, których żałowała.
Później były tylko łzy najbliższych i jej pogrzeb.
Na jej grobie pali się symboliczny znicz. A obok niego leży zwiędła róża.
Od niego...

Ona była jego różą...
Umarła. I róża zwiędła.

~~~~~~~~~~~~~

Hejka, kochani <3

Trochę to dziwne, c'nie? Ta narracja to porażka... :c
I ta ministurka jest może dla niektórych trochę drastyczna

Tak jak pisałam na asku, zachęcam osoby, które chciałyby zostać przyjęte na STAŻ NA BLOGA, by przysłały mi swoją pracę na mojego maila (wikusia.sz12@gmail.com). W tym miejscu chciałam dodać, że warto spróbować, bo nie jestem surowa w ocenie ;).

Do następnego,
Lili <3

piątek, 17 października 2014

"[...] najgorzej w życiu to, to samotnym być, to samotnym być..."

Nawet nie wiecie jak się stresuje tym OS'em, masakra...



Nie ma nic gorszego, niż samotność, po prostu nie ma...
Ciemnooki szatyn imieniem Diego siedział na soczyście zielonej trawie, powtarzając w koło te słowa.
Lekki wiaterek schładzał jego nagrzaną słońcem cerę. Na twarzy chłopaka widniał smutek. Nic dziwnego, dookoła niego wszędzie zakochani, a on był sam. Szczególnie bolał go fakt, iż to León jest z Fran, a nie on. Był we Włoszce po uszy zakochany, lecz ona widocznie nie odwzajemniała tego uczucia.

~~~

"Never mind, I'll find someone like you
I wish nothing but the best for you, too
Don't forget me, I beg, I remember you said
Sometimes it lasts in love, but sometimes it hurts instead
Sometimes it lasts in love, but sometimes it hurts instead... "

~~~
Przechadzał się uliczkami Buenos Aires, dopóki nie postanowił się napić. Wszedł do obskórnego baru z mnóstwem pijanych ludzi. Był tak zdesperowany, że nawet nie zauważył, jak powoli się stacza...
Wypił jedną kolejkę whisky, potem drugą, trzecią...piątą. Chciał zapomnieć o bólu, który sprawiała mu samotność. Udało mu się to. Nie był do końca przytomny, nie kontaktował, nie wiedział co się dzieje. Wyszedł chwiejnym krokiem z pub'u. Był w tak tragicznym stanie, że nie zdołał dojść dalej niż do zaułka.
Oparł się o ścianę i po chwili zsunął sie na podłoże. Głowa mu pulsowała, wręcz pękała. Czuł się fatalnie, majaczył, wymiotował, był u kresu wytrzymałości.
Nadmierna ilość alkoholu działała na niego powoli, ale boleśnie.

~~~

Whisky my wife, however you the best of the ladies.
You won't never leave me, I will not be alone.

~~~

Miał szczęście. W tym samym czasie tamtędy szła śliczna brązowowłosa dziewczyna, "młody mechanik" o imieniu Lara. Zauważyła leżącego na mokrym przez wymioty bruku mężczyznę.
Na jej miejscu pewnie mało kto by podszedł do niego, pomyśleliby, że to kolejny pijaczyna. Ją jednak coś podkusiło. Gdy podeszła bliżej, zauważyła, iż to młody chłopak, który zwija sie z bólu, cierpi. Nie było z nim najlepiej, teraz odczuwał najboleśniejsze skutki.
Dziewczyna zerwała się na równe nogi. Podbiegła do niego.
- Halo, halo! Słyszysz mnie? - Spytała z niepokojem w głosie.
On jej nie odpowiadał.
Niespokojna dziewczyna wybrała numer pogotowia i przedstawiła cała sytuację. Położyła go na boku by nie zachłysnął się własnymi wymiocinami.
W oczekiwaniu na karatkę Lara trzymała Diego cały czas za rękę. Łzy napływały do jej pięknych oczu. Czuła od niego swąd alkoholu, wiedziała, że się upił. Nie podejrzewała jednak czym to było spowodowane. Nie wyglądał jej na alkoholika, wręcz odwrotnie. Nie miała jednak pewności czy to nie są tylko pozory.
Karetka przybyła w trybie natychmiastowym, na miejscu była kilkanaście minut od telefonu Lary.
Od razu położyli na nosze Diego, który znowu zaczął wymiotować.
- Przepraszam. - Zaniepokojona Lara zaczepiła jedną z sanitariuszek.
- Tak? - Odwróciła się do niej.
- Czy mogłabym pojechać z wami do szpitala?
- Nie jest pani nikim bliskim, prawda? - Kobieta nie patrzyła na nią, a na kartki, które trzymała w ręku.
- No nie, ale jest mi bardzo szkoda tego chłopaka. Ja go tu znalazłam, chcę być przy nim. - Łzy spływały jej po policzkach.
Kobieta kątem oka zerknęła na dziewczynę.
- No dobrze, w porządku. Proszę szybko wsiadać do karateki.
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się do ratowniczki i pobiegła do ambulansu.
Złapała chłopaka za rękę i głaskała go po włosach. Jej dotyk był czuły i delikatny. Przyglądała mu się, był blady i niewyraźny. Oddychał spokojniej, lecz z jego wątrobą nie było najlepiej, a serce biło jak szalone.
Po kilkunastu minutach dotarli na miejsce.
Lekarze natychmiast zabrali go na badania. Zrobili ich kilka, dzięki nim dowiedzieli się jaki czas był w takim stanie i ile miał promili we krwi. Jako, iż dłużej niż godzinę był pod wpływem alkoholu, nie mogli mu zrobić płukania żołądka. Badania wykazały również tak zwane "alkoholowe zapalenie wątroby", co oznaczało pobyt w szpitalu.
W tym samym czasie Lara usiadła na krzesełku przed salą chorych. Myślała ciągle o chłopaku. Spodobał jej się i nie chciała go zostawiać.
Czekała, aż powiedzą jej coś więcej.
Zauważyła jak przewożą go do sali chorych.
- Przepraszam, panie doktorze. - Podbiegła do lekarza.
- Słucham panią.
- To ja zawiadomiłam pogotowie do tego chłopaka. Czy mogłabym się dowiedzieć czegoś o jego stanie?
- Jest pani kimś z rodziny?
- Nie... - Machnęła głową z dezaprobatą.
- Niestety, ale nie mogę udzielić informacji na temat stanu pacjenta osobie, która nie jest z nim spokrewniona. Przykro mi. Pani wybaczy, ale spieszę się. - Obrócił się na pięcie i ruszył w przeciwną stronę.
- Doktorze, proszę mi chociaż powiedzieć czy jest dobrze...
- Nie mogę tego stwierdzić. Pozostawiamy go na obserwacji, a na diagnozę będziemy czekać.
- Dziękuje.
Właściwie niewiele jej to dało, ale była pewna, że go nie zostawi. Będzie przychodzić codziennie i czekać, aż będzie mogła z nim porozmawiać.

~~~

Tak jak sobie postanowiła, tak też robiła. Codziennie po pracy biegła do szpitala, żeby wreszcie móc z nim porozmawiać. Choć trochę się bała, to i tak chciała to zrobić. Myślała o nim ciągle, chciała go poznać bliżej.
Pewnego dnia przyszła do szpitala za późno...
- Dzień dobry doktorze. Jak tam ten chłopak spod 201? - Uniosła kąciki ust.
- Dzień dobry. Dzisiaj czuł się już świetnie, zrobiliśmy mu badania, nie było przeciwskazań by go wypuścić. Wyszedł ze szpitala jakoś o 12, odebrał go przyjaciel.
- Co? Jak to? - Z twarzy dziewczyny momentalnie zniknął uśmiech.
- Tak wyszło... Pytał o panią, znaczy o osobę, która zadzwoniła po karetkę.
- Naprawdę?
- Tak, tak. Opowiedziałam mu, że bywała pani tu codziennie. Kazał pani podziękować w jego imieniu.
- Świetnie. Dobrze, dziękuję bardzo, do widzenia. - Odwróciła sie na pięciu i udała w stronę wyjścia.
Lara była wściekła i przygnębiona jednocześnie. Była pewna, że już nigdy więcej go nie zobaczy.

Błąkała się samotnie kilka godzin z nadzieją, że on robi to samo i może jakimś cudem go spotka. Niestety, nie udało jej się.
Wróciła do domu, nalała sobie wody i usiadła na parapet oglądając piękne widoki za oknem. Była wyraźnie smutna i zawiedziona, a do jej pięknych oczu napływały łzy. Tak bardzo chciała z nim porozmawiać, poznać go, mimo iż nie wiedziała kim tak naprawdę jest.

"[...] Y hare lo que sea por volverte a ver..."

~~~

Minęło kilka tygodni.
 Dziewczyna jak co dnia siedziała na torze naprawiając zepsute motocykle. Przez cały ten okres czasu myślała o Diego, chciała się dowiedzieć jak on się czuje.
Tego dnia los się do niej uśmiechnął.

Poczuła lekkie szturchnięcie w plecy.
- Tak? - Odwróciła sie, wycierając ręce o spodnie. Przed jej oczami ukazał się przystojny facet z niesamowicie pięknym bukietem kwiatów. - O Boże, to pan! - widok chłopaka ją zaskoczył i ucieszył równocześnie. Myślała, że nigdy już go nie zobaczy, a tu proszę, niespodzianka.
- Jaki pan, proszę mi mówić Diego. - Chłopak wysunął rękę w jej stronę, dziewczyna odwzajemniła gest po czym on ucałował jej dłoń.
- Lara. - Po tym posunięciu, uznała, że chłopak jest bardzo szarmancki, romantyczny i pewny siebie.
- Nie wiedziałem gdzie mieszkasz Laro, ale w szpitalu powiedzieli, że znajdę Cię tutaj. Chciałem Ci bardzo podziękować za to, że uratowałaś mi życie i odwiedzałaś mnie w szpitalu przez cały mój pobyt tam, choć ja nie miałem o tym pojęcia. Mało kto by postąpił tak jak Ty. - Uśmiechnął sie do niej i wręczył bukiet. - To taki drobny upominek z mojej strony w ramach podziękowań.
- Nie trzeba było, naprawdę. Ja jestem zdania, że każdy zrobiłby to co ja.
- Oj mylisz się, ale nieważne. Wiem, że to może głupie, ale czy zechciałabyś wybrać się ze mną dzisiaj na kolację?
Dziewczyna zaśmiała się. Nie wierzyła, że to dzieje sie naprawdę.
- Oczywiście.
- To co 19? Przyjadę po Ciebie, tylko zapisz mi swój adres.
Dla Lary było to zadziwiające przeżycie.
Jak się okazało "randka" udała się im znakomicie. Dowiedzieli się jak wiele ich łączy i bawili się przednio.

Kilka miesięcy później byli już razem...

~~~

Teraz już wiem, wiem co to miłość,
Teraz już wiem co znaczy z Tobą noc,
Teraz już wiem jak to smakuje,
Teraz już wiem!

~~~

środa, 1 października 2014

Post powitalny - Magda (Lena) :)


Jestem Magda, ale na blogu wolę by mówić na mnie "Lena". Mam 14 lat czyli jestem w 2 gimnazjum. Uwielbiam śpiewać, choć nie zawsze mi to wychodzi, po prostu jest to jakaś część mojego życia. Interesuję się powszechnie sztuką. Szczególnie uwielbiam poezję i ogólnie sama recytuję. Lubię grać w siatkówkę, zainteresowało mnie to w 4 klasie, ale niestety nie mam teraz okazji tego kontynuować .____. Pisać też uwielbiam historyjki, rezencje (jeśli o nie chodzi to jakby Lili sie zgodziła, chciałabym dodawać recenzje od czasu do czasu) oraz scenariusze. Jestem osobą dość gadatliwą, więc bycie w szkolnym radiowęźle to coś dla mnie. :) Ostatnio zaczęłam kontynuować grę na pianinie, a w dalszej przyszłości chciałabym nauczyć się grać na perkusji. Słucham trochę cięższej muzyki rock/metal. Uwielbiam też twórczość Sheeran'a, Marsa, Lany, Emèli Sande, James'a Arthur'a. Poza tym jestem V - lover (Jorgista, Lodofanatica, Mechista, Dieguista, Ruggerista). Uczę się hiszpańskiego sama, a angielskiego i niemieckiego w szkole. Chciałabym jeszcze kiedyś nauczyć się włoskiego. Moim marzeniem jest pójście na dziennikarstwo, filologię jakiegoś języka bądź być menadżerką hotelu/restauracji. Co do swojej przyszłości jestem bardzo niezdecydowana. To chyba wszystko, mam nadzieję, że się polubimy. :)
Tu mnie znajdziesz:
Ask Violettowy: http://ask.fm/LenaBlanco
Ask prywatny: http://ask.fm/Yougetnothing69
Twitter: https://mobile.twitter.com/account
Poczta - mrs.blanco275@gmail.com
Buziaki :))
~Lena.

poniedziałek, 29 września 2014

WYNIKI NABORU!!!

Tak, wiem, znowu jestem spóźniona. Do tego aż dwa dni. Mam nadzieję, że nie jesteście z tego powodu na mnie źli ;). Ale przejdźmy do konkretów.

Dostałam trzy zgłoszenia, za co serdecznie Wam dziękuję ;). Każde z nich było piękne i miało w sobie coś, co sprawiało, że jest wyjątkowe. Wasze prace utrzymywały wysoki poziom, co bardzo mnie ucieszyło. W związku z tym, chciałam krótko napisać swoją opinię na temat tych prac.

Julka - Twoja praca była przysłana jako ostatnia, ale mimo to, bardzo mi się podobała. Czytało mi się ją przyjemnie, tak, że przeczytałam ją nawet kilka razy. W kwestii błędów ortograficznych, czy interpunkcyjnych, nie mam żadnych zastrzeżeń.
Karolina - Twoja praca była pełna uczuć, wręcz wypełniona wszelkimi nimi po brzegi. Z każdym zdaniem wczuwałam się w klimat tam przedstawiony i szczerze mówiąc, czekam na więcej. Brak zastrzeżeń w kwestii interpunkcji i ortografii.
Lena - Twoja praca była orginalna, co niezmiernie mi się spodobało. Opowiadała historię, podczas czytania której czułam, jakbym uczestniczyła w wydarzeniach tam opisanych. Brak zastrzeżeń w kwestii ortografii i interpunkcji.

Jak widzicie (lub nie), miałam baaardzo ciężki wybór. W takiej sytuacji stwierdziłam, że nie będę trzymała się zasad, które zazwyczaj obowiązują w takiego typu naborach.
Zanim przeczytacie wyniki (co już zapewne zrobiliście), chciałam powiedzieć, że każda praca już w jakiś sposób wygrała, a wszystkie autorki mają ogromny talent.

Teraz wyniki:
Przyjęte zostają JULKA I LENA!

Dziewczyny, bardzo Wam gratuluję i mam nadzieję, że nasza współpraca będzie bardzo owocna ;).

Chciałam jeszcze podziękować Wam za ponad 600 wyświetleń! Jesteście wielcy :).
Przy okazji, dziękuję, że jesteście tu już ze mną miesiąc, bo dokładnie w niedzielę była miesięcznica tego bloga ;).

To tyle,
Lili ;*

niedziela, 14 września 2014

WAŻNE INFORMACJE + NABÓR


Tak, wiem. To nie jest OneShot, czy miniaturka, ale zebrało się kilka czynników.
Przejdźmy do konkretów.

1. Chciałam podziękować Wam za wszystkie wyświetlenia. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się prawie 400 wyświetleń w tak krótkim czasie od powstania bloga. Kocham Was, jesteście wielcy!

2. Chciałam podziękować Wam za wszystkie dotychczasowe komentarze. Z każdą kolejną Waszą opinią motywujecie mnie do dalszej pracy. Dziękuje także za wszystkie zamówienia.

3. NABÓR.
Ostatnio dostałam kilka pytań, czy zostanie przeprowadzony nabór na moim blogu. Stwierdziłam więc, że warto spróbować.
Każdy, kto chce się zgłosić musi napisać do mnie maila (wikusia.sz12@gmail.com), z następującymi rzeczami:

1. Imię.
2. Wiek. (Nie ma żadnych barier wiekowych)
3. Napisz coś o sobie, tak, abym mogła wiedzieć coś o Tobie na początek naszej współpracy.
4. Powiedz, czym jest dla Ciebie pisanie.

Po odpowiedzeniu na te pytania, należy pokazać mi swoją pracę (OneShot, miniaturka, cokolwiek, co chcesz mi zaprezentować).

I tyle ;). Pamiętajcie, wszelkie pytania proszę kierować w komentarzach pod tym postem, w mailach lub na asku.

Lili.

czwartek, 11 września 2014

OneShot ,,Magiczna miłość"

Dla Caroliny Verdas <333


Miłość jest jak słońce.
Choć zajdzie w pomroce, jeszcze z blaskami srebrnego miesiąca powraca, by smutne rozpromieniać noce. I przez ciemność przedziera się drżąca, pełna cichej tęsknoty i żałoby, by wieńczyć śpiące ruiny i groby.

~*~*~*~

Wszyscy mamy chwilę, w której chcemy zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Uciec i nie wrócić.
Czemu?
Bo nie doceniamy tak wielkiego daru, jakim jest życie. A przecież nic nie dzieje się bez żadnego powodu.
Wszystko po to, by udowodnić, jak ten ktoś jest dla nas ważny. Jak bardzo go kochamy i potrzebujemy.

Usiadła na soczyście zielonej trawie. Spojrzała w jego szare oczy. Szare jak stal. Znowu utonęła w jego oczach. Już po raz kolejny nie potrafiła odwrócić wzroku. Jego spojrzenie, odkąd się poznali, przyciągało Francescę niczym magnes.
Leżeli na łące. Łące pełnej dorodnych, czerwonych maków i delikatnych, białych stokrotek. Najpiękniejszej, jaką Francesca kiedykolwiek w życiu widziała.
Na głowie dziewczyny spoczywał wianuszek spleciony przez Leona. Biel kwiatów kontrastowała z jej włosami, które w blasku letniego słońca wyglądały, jak utkane z najdroższego jedwabiu. Ich kosmyki ocierały o mały nosek delikatnej brunetki. Dziewczyna uśmiechnęła się. Chłopak delikatnie musnął ustami jej lekko zaróżowiony policzek, a Włoszka zarzuciła rękę na jego szyję. Po chwili ich usta zostały złączone w jedno, jakby były stworzone tylko dla siebie. Ręce wędrowała po ciałach wybranków, a serca biły równo.

Kiedy mnie całujesz,
Mój cały świat wiruje,
Już tego nie wytrzymuję.
Poprostu, wariuję.
Pragnę więcej,
Bo wiem, że dla Ciebie bije moje serce.

W kolejnej chwili, twarze obydwojga zatopione były w trawie. Kąciki ich ust unosiły się, a dłonie splecione były w uścisku. Leon zerwał malutką, białą stokroteczkę, rosnącą przy jego nadgarstku. Wydawała mu się inna, niż wszystkie, które widział do tej pory. Wyjątkowa, tak jak ta, której ją podarował. Po chwili wręczył kwiatuszek swojej porcelanowej laleczce.

Liczy się tylko to, co jest teraz. I nic więcej...

- Jak długo będziesz mnie kochać? - zapytała, szepcząc do jego ucha.
- Będę cię kochać aż gwiazdy przestaną już świecić na niebie nad nami. Będę przy tobie dopóki słońce będzie wschodziło i zachodziło. Będę cię trzymał w swych ramionach do czasu, gdy wiatr będzie opowiadał historię naszej magicznej miłości. Będziemy razem nawet, gdy twoje porcelanowe serduszko i moje serce przestanie już bić. Nigdy cię nie opuszczę. Pamiętaj o tym.
Teraz nie bała się niczego, ponieważ nic nie było w stanie ich rozdzielić. Ich magicznej miłości.

Każdego dnia dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
Za to, że jesteś przy mnie, bym nigdy nie czuł się sam.
Codziennie nadajesz mojemu życiu nowy sens.
Z Tobą mogę iść aż po jego kres.

~~~

Stali na kamiennym, szarym moście. Szarym jak stal. Jak jego oczy. Mocno ściskali swoje dłonie. Przymknęli oczy, aby uchronić się przed światłem księżyca, które było tej nocy wyjątkowo jasne. Dziewczyna przejechała stopą po pustej przestrzeni, mocno trzymając przy tym Leon. Nie chciała stracić równowagi. Bała się.
- Jak tam jest? - zapytała drżącym głosem. Zerknęła w stronę chłopaka i posłała mu pytające, pełne lęku spojrzenie.
- Lepiej - wydusił cichutko ze ściśniętym gardłem i puścił dłoń Francesci.
Ostatni raz pocałował jej drżące usta. Dotykając jej warg, czuł smak całego ich życia i szczęścia. I skoczył... To był ich ostatni pocałunek.
Dziewczynę ogarnęła nieopanowana fala płaczu. Jej policzki stały się momentalnie rozgrzane i czerwone. Serce dziewczyny rozpadło się na tysiące malutkich kawałeczków. Tylko on mógł je na nowo poskładać.
Bezsilnie opadła na kolana. Z oczu wylewały się niezliczone ilości łez. Głośno krzyczała, ale późna pora powodowała, że ulice były puste. Odgarnęła z twarzy rozczochrane włosy i obejrzała się za siebie.
Samochód jechał z okropną prędkością. Jasne światła poraziły w oczy dziewczynę przyzwyczajoną do ciemności. Pobiegła tak szybko, że zaskoczyła nawet samą siebie. Chciała, aby koniec nastąpił jak najszybciej. Pragnęła być już teraz tylko z nim...
Przełknęła ślinę i resztkami sił zeskoczyła z mostu.

Jeśli odejdziesz, to ja odejdę razem z Tobą.
Czemu?
Poprostu, nie umiem żyć bez Ciebie...

Upadła na brudną ziemię i leżała bez ruchu obok swojego ukochanego.
Wyglądała, jak porcelanowa laleczka zagubiona w świecie. Drobna i niewinna, a przede wszystkim inna niż wszystkie inne... Wyjątkowa. Posiadała cudowny blask i dobre serduszko, które biło tylko dla Leona.
Leżała na chłodnej, wilgotnej ziemi. Jej delikatna porcelanowa twarzyczka była brudna i zakurzona. Zawsze rumiane policzki straciły swą barwę podobną do płatków róży. Usta spuchły i dotykały zimnego asfaltu. Wokół niej na wszystkie strony rozlewała się krew. W jej brązowych oczkach szkliły się kryształowe łezki. Po chwili jedna z nich spłynęła wolno po twarzy brunetki, a tuż za nią kolejne. Ból na wskroś przeszywał jej drobne porcelanowe ciałko. Obok niej leżał malutki bukiecik, który zebrał jej ukochany. Piękne, bialutkie jak śnieg stokroteczki stały się całe czerwone od krwi sączącej się z ciał ukochanych. Dziewczyna chciała krzyczeć, ale nie mogła powiedzieć ani jednego słowa. Porcelanowa laleczka, pełna gigantycznych, przytłaczających ją trosk.
Jej Anioł Stróż konał z bezsilności – mimo to, nadal trzymał ją za rękę.
Lekko się uśmiechnęła. Wiedziała, że odtąd będą razem... Już na zawsze.
Ich miłość była magiczna. Drobna laleczka i jej rycerzyk na białym koniku...
Powstała magia.
Odkąd ujrzała go swoimi oczkami, poczuła, że tylko on może pokazać jej miłość. Ale on pokazał jej miłość inną niż wszystkie. Miłość delikatną, kruchą jak ona i silną, niezwyciężoną jak on. Przeciwieństwa połączone w jedno stworzyły najpiękniejszą magię, jaką można sobie wyobrazić. A z każdą chwilą, którą spędzili razem, magia rosła. Wzrastała z każdym biciem serca. I rosła. Coraz wyżej i wyżej. Wzbijała się w powietrze. Aż do nieba. Wysoko. Jak najwyżej.
Miłość, która twała między nimi, była jak tęcza. Kolorowała ich czarno-biały świat milionem barw. Rozbłysła w ich sercach swoim najpiękniejszym, magicznym blaskiem. Dzięki tej magii jej porcelanowe serduszko przestało płonąć pustką. Jego ciepło stopiło jej chłód. Był dla niej światłem w ciemnym tunelu. Bez jego słów i dotyku czuła, jakby jej nie było. Nawzajem wyciągnęli się z ciemności. Utonęli w swej miłości i zapomnieli o wszystkim, co ich otaczało. Prawdziwa magia.
Był jej osobistym słońcem. Dawał jej ciepło i przesyłał promienie miłości.

Są takie chwile, kiedy zamykam oczy i wracam do tych pięknych dni jeszcze raz. Na twarzy subtelny uśmiech i słychać cichuteńki płacz.
Najprzytulniej jest mi tam, gdzie nikt nie zdąży. Nie odnajdzie drogi nikt oprócz nas.

Mimo sytuacji, w której się znajdowała, nie czuła, jakby to miał być jej koniec. A jednak był, i zbliżał się szybko. Stanowczo za szybko...
Ujrzała czarne plamy na horyzoncie, a jej serce przestało bić tak, jak biło przez całe jej życie.
Zasnęła już na zawsze...

Ale ty zawsze bądź tylko dla mnie...
Nigdy mnie nie opuszczaj, choćby ziemia i niebo miały upaść.

Miała ochotę rzucić się już na zawsze w jego ramiona i pozostać w nich, ale coś pociągnęło ją w górę. Była niewidzialna. Leciała w górę. Oddalała się od ulicy, a razem z nią chłopak.
Ukochani zostawili za sobą całą Ziemię, a wraz z nią wszystko, co ich otaczało przez całe życie.
Niektórzy powiedzieliby, że to był koniec... Ale to był dopiero początek ich wspólnej drogi.

Zabierz mnie tam, gdzie jeszcze poza nami nie dotarł nikt... Gdzie będziemy tylko razem.

W tej chwili ich życie wygląda całkowicie inaczej.
Możesz nie zrozumieć, ale zdradzę ci pewną rzecz... Może dwie.
Śmierć nie jest wcale straszna, tak, jak twierdzą niektórzy.
Ludzie mają życie za coś święte­go. Wydaje im się, że jest to ich je­dyna szansa i muszą ją dobrze wykorzystać, zrobić na wszystkich wrażenie...
A ja uważam, że to jest zaledwie krótki przystanek w drodze do życia po śmierci. To ta­ki mały sprawdzian, żeby zo­baczyć, jak radzimy sobie z rzeczywistością.

Miłość Leona i Francesci ciągle trwa... I będzie trwała już na zawsze.

~ Wzbijamy się coraz wyżej i wyżej. I nie zatrzyma nas już nikt...
Bo niekiedy miłość potrafi przetrwać każdą przeciwność. Tak jest także w naszym przypadku. W przypadku naszej magicznej miłości...

--------------------------------

Heeeeeeej ;)

Jak tam szkoła? U mnie jest super, poza brakiem czasu na cokolwiek, dlatego przychodzę po tak długiej przerwie.
Caroline, mam nadzieję, że spodobało Ci się zamówienie :D. No i mam nadzieję, że Wam też ;D.

Pozdrawiam i liczę na komentarze :)

Lilka <3

sobota, 30 sierpnia 2014

OneShot ,,Anioł"


A wszystko, co musisz zrobić to założyć słuchawki, położyć się na ziemi i słuchać CD twojego życia. Krok po kroku. Nic nie możesz przeoczyć. Wszystkie już przeminęły, lecz w jakiś sposób potrzebne są, aby iść dalej. Nikt cię nie potępia ani nikt cię nie osądza.
Jesteś tym, kim jesteś. Jesteś poprostu sobą.
Uwierz, nie ma niczego lepszego na świecie.
Pauza, przewijanie, play... Jeszcze raz, jeszcze raz... Ciągle od nowa... Bez końca.
Nie wyłączaj nigdy twojego ulubionego artysty, lecz kontynuuj nagrywanie. Zbierz wszystkie utwory, by wypełnić chaos, który masz wewnątrz siebie.
A jeśli pojawi się łza, gdy będziesz słuchał, nie bój się. To będzie łza fana, który słucha swojej ulubionej piosenki...

~*~*~*~

Nigdy nie płacz, gdy jest ci źle.
Nie płacz, gdy twój mały świat, trzymany głęboko w głowie, zawali się.
Tak już jest, że nasz świat składa się z głębokiego bólu, a nasze życie to nieograniczone cierpienie.
Jest tylko jedna rzecz, która może to zmienić... Miłość.

Otworzyła oczy. Przed nią kolejny dzień, który musi przeżyć jak najlepiej. Następna wspinaczka pod wysoką górę.
W jej głowie roiło się od pytań. Czy warto? Czy moje życie ma sens? Czy walczyć z przeciwnościami i nie poddać się? Nie znała jeszcze odpowiedzi. Nie wiedziała, że już niedługo się pojawią.

Rana...
Można rzec, że to zwykłe skaleczenie. Jednak dla niej każda z nich była wyjątkowa. Każda z osobna znaczyła dla niej coś innego. Każda opowiadała inną bolesną historię. Każda z nich wyryła się w jej sercu już na zawsze.

Łzy...
Często płakała. Zawsze ukrywała wewnątrz siebie wszystkie emocje. Nie miała z kim porozmawiać o swoich problemach. Zostawała z nimi sama w wielkim śwircie pełnym złych ludzi.

Ból...
Cierpimy z różnych powodów. Fizycznie, jak i psychicznie.
Każdy ból pozastaje w naszej pamięci i nas zmienia.
Ona cierpiała całe życie. Nie miała w nikim oparcia. Była sama i cierpiąca z braku miłości.

~~~

Znowu ją przenosili. Po raz kolejny w nowym Domu Dziecka.
Była sobota. Siłą wyciągnęli ją z samochodu, którą ją przywieziono. Prowadzono ją w stronę wielkiego, szarego budynku. Miał to być jej nowy dom.
Szarpała się. Nie chciała wejść do środka. Jej turkusowa sukienka stała się pomięta. Blond włosy opadały rozczochrane na bladą twarz. Różowe zazwyczaj policzki stały się krwisto czerwone z wysiłku, a brązowe oczy płonęły złością. Po chwili walki z opiekunami sierocińca, straciła jednak resztki sił i bez słowa sprzeciwu weszła do budynku.

Zostawili ją samą. Znowu...
Siedziała skulona pod drzewem na boisku. Mimo że dzieciaki wokół niej bawiły się, ona nie zwracała na nie żadnej uwagi.
Położyła na kolanach małą, brązową torebkę i wyciągnęła żyletkę. Zawsze, gdy miała problemy, które ją przytłaczały, cięła się. Teraz nie chciała tego robić. Nie w miejscu, gdzie każdy widziałby jej czyn.

- Hej - podszedł do niej jakiś nieznajomy chłopak. Szybko schowała żyletkę do torebki i ukryła twarz między kolanami. - Jesteś tu nowa. Jak masz na imię?
- Ludmiła - rzuciła cicho.
- Ja Leon. Spokojnie... Przyzwyczaisz się do panującej tu atmosfery.
- Nie, nigdy się nie przyzwyczaję.
- Najwidoczniej będziesz musiała - powiedział z pewnością w głosie, po czym zbliżył się do niej. - Pamiętaj, zawsze możesz na mnie liczyć.
Jednak po chwili uciekła z tamtąd do swojego pokoju. Tylko tam mogła spokojnie poczuć ból po kolejnym zadanym sobie okaleczenieniu. Tylko tam mogła być sama, tak, jak dawniej. Tylko tam mogła wylewać swoje łzy bez obawy, że ktoś to zobaczy. Tylko tam mogła odpocząć od trudów jej codzienności.

Zawsze, już na zawsze, postaraj się zmienić moje życie.

Następnego dnia usiadł obok niej przy śniadaniu.
- Dziś mamy dzień wolny i... I chciałbym cię gdzieś zabrać.
- Gdzie?
- Do mojego nieba - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- To daleko? - zapytała.
- Nie. To blisko. Bliżej niż myślisz...
Chwycił jej dłoń, po czym ruszyli w drogę do jego nieba.

Nie zamykaj oczu, zanim Twoja dusza nie znajdzie dla ciebie najpiękniejszego snu...
Nie zamykaj oczu, zanim Twoje serce nie znajdzie odrobiny nadziei, by Cię wesprzeć...
Nie zamykaj oczu, dopóki nie zobaczysz wszystkiego...

Nie szli długo. Zatrzymali się pod rozłożystą brzozą nad małą sadzawką przy Domu Dziecka. Tak jak mówił Leon, widok był niebiański.
Usiedli wygodnie na soczyście zielonej trawie w cieniu drzewa.
- Leon, dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś. Jest tutaj cudownie - stwierdziła z uśmiechem, wskazując ręką na otaczający ich krajobraz. Po raz pierwszy podarowała mu swój uśmiech. Jednak zobaczył coś, co przypomniało mu dom... Zobaczył jej okaleczone nadgarstki. Wziął jeden z nich w dłonie.

- Ludmiło, jesteś Aniołem - stwierdził, patrząc na rany, które nie dońca się zagoiły.
- Co? - jego stwierdzenie zdziwiło ją. Ona jest Aniołem? Co to wszystko ma znaczyć? Nic nie zrozumiała.
- Mama mówiła mi, że ludzie, którzy mają skaleczone nadgarstki, to Anioły.
- Nie jestem Aniołem.
- Ależ jesteś - powiedział z uśmiechem na ustach. - Mama mówiła, że tylko Anioły się okaleczają, bo nie lubią życia na Ziemi. Ten świat ich niszczy, więc próbują znów wrócić do nieba. Są zbyt wrażliwi na ból innych i na ten własny.
- Wiesz, twoja mama jest bardzo mądra - stwierdziła z przekonaniem.
- Dziękuję, wiem o tym. Moja mama też jest Aniołem, ale wróciła już do swojego domu w niebie.

Przez te kilka słów bardzo zbliżyli się do siebie. Ludmiła znalazła osobę, której mogła zaufać, a Leon kogoś, kogo mógł obdarzyć swoją miłością.
Powstało między nimi uczucie...

~~~

Minęło kilka tygodni. Tygodni, podczas których Ludmiła lepiej poznała Leona. Poznała także lepiej siebie.
Jej twarz już zawsze rozpromieniał uśmiech, spowodowany widokiem towarzysza. Pomógł sprawić dziewczynie, by rany na jej nadgarstkach zaczęły się goić. Zaczęły powoli znikać, a razem z nimi skaleczenia w sercu i duszy.
Leon nauczył Ludmiłę cieszyć się życiem, całym światem będącym wokół niej. Stworzył w niej nowe serce, które potrafiło kochać.

Każdego dnia dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
Za to, że jesteś przy mnie, bym nigdy nie czuł się sam.
Codziennie nadajesz mojemu życiu nowy sens.
Z Tobą mogę iść aż po jego kres.

~~~

Kilka tygodni pełnych ich miłości. Czystej, niewinnej i delikatnej, jak skrzydła Anioła.
Ludmiła i Leon przebywali ze sobą cały czas. Byli ze sobą połączeni więzem ich uczucia. Połączeni niczym dzień i noc.
Różni, a jednocześnie tacy sami...

- Mam dla ciebie niespodziankę, Lusiu - powiedział, głaszcząc jej blond włosy.
- Uwielbiam niespodzianki - pisnęła z radości.
- Zamnknij oczy - szepnął do jej ucha, a następnie wyjął skrawek papieru. - Dobrze, już możesz zobaczyć.
Otworzyła oczy. Zobaczyła małą karteczkę w swoich dłoniach. Rozwinęła ją i spojrzała na słowa zapisane na niej...


Ludmiło!

Ile razy serce zabije,
Ile razy wiatr zawieje,
Ile razy przejedzie burza...
Ja zawszę kochać Cię będę.
Ile łez wylejesz,
Ile kropel spadnie z nieba,
Ile razy zakwitnie róża...
Nigdy od Ciebie nie odejdę.

Jest tyle rzeczy, które chciałbym Ci powiedzieć… Tyle momentów, które chciałbym dzielić z Tobą.
Będąc w Domu Dziecka myślałem zawsze o tym, jak wiele tracę. Nie o tym, ile mogę zyskać.
Miłość była dla mnie czymś nieosiągalnym. Czymś czego pragnąłem, ale czego nie mogłem nigdy mieć i nigdy nie miałem. To ciekawe, że zrozumiałem tego sens właśnie teraz.
Moje serce czekało tylko na Ciebie. Musiałem znaleźć się w tym sierocińcu, by choć móc cieszyć się naszą miłością.
Dziękuję, że nauczyłaś mnie życia. Że dałaś mi swoją miłość. Że nie odtrąciłaś jej z mojej strony. Że stałaś się najpiękniejszym i najcenniejszym Aniołem, jakiego mogłem spotkać w swoim życiu… Mogę to powiedzieć już teraz, mimo że mamy dopiero szesnaście lat.
Mam nadzieję, że już zawsze będziemy razem. Zgadzasz się?
Nigdy o Tobie nie zapomnę. Pamiętaj, zawsze możesz na mnie liczyć.
JUŻ NA ZAWSZE BĘDZIESZ MOIM NIEŚMIERTELNYM ANIOŁEM.

Na zawsze Twój,
Leon.

~~~

Od tej pory Leon i Ludmiła zawsze byli już razem. Stali się nierozłączni... Połączeni ze sobą niewidzialną nicią, uczuciem, które ich łączy.
A ich miłość trwa nadal... I będzie trwała już na zawsze.

~ Wzbijamy się coraz wyżej, i wyżej. I nie zatrzyma nas już nikt...
Bo czasami miłość potrafi przetrwać każdą przeciwność. Będziemy już zawsze razem...

~~~~~~~~~~~~~~

Hej ;D

Przychodzę bardzo, bardzo, bardzo szybko z kolejnym OS'em ;*. To chyba dobrze, prawda?
Nie wiem, co o nim powiedzieć. Jakiś taki smutny wyszedł :c, ale z happy end'em :).
No, ale mam nadzieję, że spodobał się Wam. Następne będą mniej smutne, obiecuję :)

Pojawiły się już zakładki:
Zamówienia (http://pomoz-mi-latac.blogspot.com/p/zamowienia.html?m=1),
Kontakt (http://pomoz-mi-latac.blogspot.com/p/kontakt.html?m=1)
i Inspiracje (http://pomoz-mi-latac.blogspot.com/p/inspiracje.html?m=1).
W zakładce 'Zamówienia' możecie zamawiać OS'y lub miniaturki dla siebie, do czego bardzo, bardzo, bardzo serdecznie zapraszam ;)))

To chyba tyle. Liczę na szczere komentarze i pozdrawiam ;3

Lilka

czwartek, 28 sierpnia 2014

OneShot ,,Rozstanie jest naszym losem, spotkanie - nadzieją."


Wszyscy mają chwilę, w której chcą zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Uciec i nie wrócić. Czemu?
Bo nie doceniamy wielkiego daru, jakim jest życie. A przecież nic nie dzieje się bez żadnego powodu.
Wszystko po to, aby udowodnić, jak ten ktoś jest dla nas ważny. Jak bardzo go kochamy, potrzebujemy.
Śmierć bliskiej osoby to przeżycie drastyczne, którego nikt nie chce doświadczyć. Wtedy ludzie bardzo często popadają w depresje, nałogi, nie mogą się podnieść.
Tak samo było w przypadku Maxiego...

Podszedł do butli i napełnił plastikowy kubek wodą. Od kilku tygodni nie robi nic innego. Przemierza samotnie odległość od sali do holu.
Był przy niej cały czas, bez przerwy, by mógł ocierać jej łzy. Miał zamiar spędzić razem z nią, swoją ukochaną, te ostatnie chwile jej życia.
Oparł się o bladą ścianę. Wiedział, że już nic się nie da zrobić.

Leżała na błękitnym łóżku i wspominała chwile, których już nie przeżyje. Jej ciało traciło blask, z dnia na dzień coraz bardziej. Wpatrzona w biały sufit myślała o Maxim, ich pierwszym spotkaniu.
Nie da się ukryć... Czas za szybko ją ściąga... Stanowczo za szybko.

Wszedł do szpitalnej sali, usiadł obok niej i złapał ją za rękę. Jej powieki stawały się cięższe, a oddech - nierówny.
- Kochanie, potrzebujesz czegoś? - zapytał z troską w głosie. Naty pokręciła przecząco głową i delikatnie się uśmiechnęła. Chciała mu dodać otuchy.
- Maxi... Odchodzę - wyznała z bólem serca.
Chłopak położył się obok swojej dziewczyny.
- Niedługo się spotkamy, nie bój się. Kocham cię mocno - oznajmił.
- Obiecujesz, że będziesz obok mnie?
- Obiecuję - powiedział i mocniej ścisnął jej dłoń.
- Na zawsze razem, nic nas nie rozdzieli - oznajmili równocześnie.
Na te słowa ostatni raz się do niego uśmiechnęła.
Nagle na monitorze pojawiła się prosta linia. Odeszła szczęśliwa, bo on był przy niej. Był dla niej.
Nachylił się nad swoją kochaną Naty i pocałował jej zimne, niemalże fioletowe wargi, po czym gorzko zapłakał.

Dziś mija dokładny miesiąc od jej śmierci.
Wszystko się zmieniło...
I on, kiedyś szczęśliwy Maxi, się zmienił. Swoje smutki i troski zaczął topić w alkoholu. Butelka stała się jego najlepszym przyjacielem. Od jej pogrzebu nie wychodził nigdzie, bo światło za bardzo go raziło. Przestał spotykać się ze swoimi przyjaciółmi.
Po prostu... Wszystko straciło dla niego sens.

Teraz siedzi na ziemi i czyta jej pamiętnik:

„Maxi… Najpiękniejsze imię na świecie!
Dzisiaj po raz pierwszy mnie pocałował. Życie nagle nabrało dla mnie sensu.
Kiedy cię zobaczyłam po raz pierwszy...
No właśnie - kiedy?
Często mam dziwne wrażenie, że znam cię od zawsze. To absurd, zwykła irracjonalna myśl, jakich wiele roi się w moje głowie. Ale... coś w tym jest. Czekałam na ciebie... Kiedy się wreszcie pojawiłeś każda cząstka mojego ciała krzyczała "Nareszcie!".
Wreszcie ktoś będzie mnie kochał i mam nadzieję, że spędzę u jego boku resztę życia.”

Brunet podniósł jeden kącik ust na wspomnienie tamtego dnia. Wziął do ręki zdjęcie, które ich przedstawiało.

Przerzucił kartki czerwonego brulionu na sam jego koniec i zagłębił się w słowach.

"To już potwierdzone, niestety. Mam raka... Nie wiem, co robić. Żyję życiem, cieszę się każdym spojrzeniem na świat.
Za parę miesięcy pożegnam się z życiem, a co gorsza... Z Maxim."

Nie wytrzymał i rzucił zeszyt o ścianę.
- Czemu ona, a nie ja?! - krzyknął spoglądając w górę. Jednak nie usłyszał odpowiedzi na pytanie. Jego serce biło, jak u przestraszonego ptaka. Zrezygnowany i wyczerpany zasnął.

Wsłuchiwał się w głuchą ciszę.
Nagle pomieszczenie rozjaśniło ostre światło. Spojrzał przed siebie i ujrzał ją...
- Naty? To ty, kochanie?
- Maxi, dlaczego to robisz, dlaczego mnie zasmucasz?
- Dlaczego co robię?
- Alkohol nie załatwi wszystkich twoich problemów. Musisz iść na przód, żyć tak, jak dawniej.
- Nie chcę bez ciebie. Nie chcę i nie mogę.
- Pamiętasz, co mi obiecałeś cztery tygodnie temu? - zapytała, a po jego przytaknięciu kontynuowała dalej. - Wierz i żyj.
- Nie, Naty! Nie zostawiaj mnie! Proszę...

Obudził się zalany łzami i zimnym potem.
Ten sen wyjaśnił mu wszystko.

Żeby wróciły te dni, kiedy uśmiech był na twarzy…
Żeby spokojnie zasypiał i znowu zaczął marzyć...


--------------------------------

Hejkaaa ;D

Tak oto prezentuje się pierwszy OS na tym blogu. Szczerze mówiąc, to nie wiem, jak można napisać takie badziewie. Tylko ja mam talent do pisania takich beznadziejnych prac ;c Przykro mi, że musieliście przeczytać takie coś :c No, poprostu TRAGEDIA! Tak, możecie być na mnie w 100% źli, bo zawaliłam na całej linii.
Liczę na szczere komentarze i gorąco pozdrawiam.

Lili <3

Powitanie


Hej! Witajcie na moim pierwszym blogu. Pewnie większość z Was mnie nie zna, więc na początek przedstawię się.
Mam na imię Wiktoria, a raczej Lili Ferro. Wiek? Mam dopiero 13 lat :c.
Jestem na pozór nieśmiałą dziewczyną, ale gdy ktoś bliżej mnie pozna, to zobaczy, że wcale tak nie jest. Zawsze staram się poprawiać humor wszystkim wokół mnie. Jestem wiecznie głodna i wszędzie jest mnie pełno. Mam bardzo dużo pasji. Uwielbiam muzykę <3. Śpiewam, gram na gitarze i próbuję ogarnąć keyboard. Kocham pisać ;*, choć czasami (czyli zawsze) mi to nie wychodzi. Mimo to, zawsze wkładam w swoją pracę całe serce.

Założyłam tego bloga, ponieważ chcę poddać moje umiejętności Waszej opinii. Od dawna o tym myślałam, ale nigdy nie miałam odwagi. Mam nadzieję, że dzięki temu blogowi poznam wielu nowych ludzi :D.
Dobrze, teraz najważniejsze.
Co będzie zamieszczane na tym blogu?
Odpowiedź jest prosta. Na tym blogu będą zamieszczane OneShoty, ewentualnie miniaturki. Zarówno te z moich pomysłów, jak i te zamówione przez Was w specjalnej zakładce. Na początek pojawią się dwa lub trzy moje, a następnie te zamówione.

Narazie to wszystko. Pierwszy OneShot pojawi się już niebawem.
Lilka ;*