czwartek, 28 sierpnia 2014
OneShot ,,Rozstanie jest naszym losem, spotkanie - nadzieją."
Wszyscy mają chwilę, w której chcą zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Uciec i nie wrócić. Czemu?
Bo nie doceniamy wielkiego daru, jakim jest życie. A przecież nic nie dzieje się bez żadnego powodu.
Wszystko po to, aby udowodnić, jak ten ktoś jest dla nas ważny. Jak bardzo go kochamy, potrzebujemy.
Śmierć bliskiej osoby to przeżycie drastyczne, którego nikt nie chce doświadczyć. Wtedy ludzie bardzo często popadają w depresje, nałogi, nie mogą się podnieść.
Tak samo było w przypadku Maxiego...
Podszedł do butli i napełnił plastikowy kubek wodą. Od kilku tygodni nie robi nic innego. Przemierza samotnie odległość od sali do holu.
Był przy niej cały czas, bez przerwy, by mógł ocierać jej łzy. Miał zamiar spędzić razem z nią, swoją ukochaną, te ostatnie chwile jej życia.
Oparł się o bladą ścianę. Wiedział, że już nic się nie da zrobić.
Leżała na błękitnym łóżku i wspominała chwile, których już nie przeżyje. Jej ciało traciło blask, z dnia na dzień coraz bardziej. Wpatrzona w biały sufit myślała o Maxim, ich pierwszym spotkaniu.
Nie da się ukryć... Czas za szybko ją ściąga... Stanowczo za szybko.
Wszedł do szpitalnej sali, usiadł obok niej i złapał ją za rękę. Jej powieki stawały się cięższe, a oddech - nierówny.
- Kochanie, potrzebujesz czegoś? - zapytał z troską w głosie. Naty pokręciła przecząco głową i delikatnie się uśmiechnęła. Chciała mu dodać otuchy.
- Maxi... Odchodzę - wyznała z bólem serca.
Chłopak położył się obok swojej dziewczyny.
- Niedługo się spotkamy, nie bój się. Kocham cię mocno - oznajmił.
- Obiecujesz, że będziesz obok mnie?
- Obiecuję - powiedział i mocniej ścisnął jej dłoń.
- Na zawsze razem, nic nas nie rozdzieli - oznajmili równocześnie.
Na te słowa ostatni raz się do niego uśmiechnęła.
Nagle na monitorze pojawiła się prosta linia. Odeszła szczęśliwa, bo on był przy niej. Był dla niej.
Nachylił się nad swoją kochaną Naty i pocałował jej zimne, niemalże fioletowe wargi, po czym gorzko zapłakał.
Dziś mija dokładny miesiąc od jej śmierci.
Wszystko się zmieniło...
I on, kiedyś szczęśliwy Maxi, się zmienił. Swoje smutki i troski zaczął topić w alkoholu. Butelka stała się jego najlepszym przyjacielem. Od jej pogrzebu nie wychodził nigdzie, bo światło za bardzo go raziło. Przestał spotykać się ze swoimi przyjaciółmi.
Po prostu... Wszystko straciło dla niego sens.
Teraz siedzi na ziemi i czyta jej pamiętnik:
„Maxi… Najpiękniejsze imię na świecie!
Dzisiaj po raz pierwszy mnie pocałował. Życie nagle nabrało dla mnie sensu.
Kiedy cię zobaczyłam po raz pierwszy...
No właśnie - kiedy?
Często mam dziwne wrażenie, że znam cię od zawsze. To absurd, zwykła irracjonalna myśl, jakich wiele roi się w moje głowie. Ale... coś w tym jest. Czekałam na ciebie... Kiedy się wreszcie pojawiłeś każda cząstka mojego ciała krzyczała "Nareszcie!".
Wreszcie ktoś będzie mnie kochał i mam nadzieję, że spędzę u jego boku resztę życia.”
Brunet podniósł jeden kącik ust na wspomnienie tamtego dnia. Wziął do ręki zdjęcie, które ich przedstawiało.
Przerzucił kartki czerwonego brulionu na sam jego koniec i zagłębił się w słowach.
"To już potwierdzone, niestety. Mam raka... Nie wiem, co robić. Żyję życiem, cieszę się każdym spojrzeniem na świat.
Za parę miesięcy pożegnam się z życiem, a co gorsza... Z Maxim."
Nie wytrzymał i rzucił zeszyt o ścianę.
- Czemu ona, a nie ja?! - krzyknął spoglądając w górę. Jednak nie usłyszał odpowiedzi na pytanie. Jego serce biło, jak u przestraszonego ptaka. Zrezygnowany i wyczerpany zasnął.
Wsłuchiwał się w głuchą ciszę.
Nagle pomieszczenie rozjaśniło ostre światło. Spojrzał przed siebie i ujrzał ją...
- Naty? To ty, kochanie?
- Maxi, dlaczego to robisz, dlaczego mnie zasmucasz?
- Dlaczego co robię?
- Alkohol nie załatwi wszystkich twoich problemów. Musisz iść na przód, żyć tak, jak dawniej.
- Nie chcę bez ciebie. Nie chcę i nie mogę.
- Pamiętasz, co mi obiecałeś cztery tygodnie temu? - zapytała, a po jego przytaknięciu kontynuowała dalej. - Wierz i żyj.
- Nie, Naty! Nie zostawiaj mnie! Proszę...
Obudził się zalany łzami i zimnym potem.
Ten sen wyjaśnił mu wszystko.
Żeby wróciły te dni, kiedy uśmiech był na twarzy…
Żeby spokojnie zasypiał i znowu zaczął marzyć...
--------------------------------
Hejkaaa ;D
Tak oto prezentuje się pierwszy OS na tym blogu. Szczerze mówiąc, to nie wiem, jak można napisać takie badziewie. Tylko ja mam talent do pisania takich beznadziejnych prac ;c Przykro mi, że musieliście przeczytać takie coś :c No, poprostu TRAGEDIA! Tak, możecie być na mnie w 100% źli, bo zawaliłam na całej linii.
Liczę na szczere komentarze i gorąco pozdrawiam.
Lili <3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Dziewczyno jaka TRAGEDIA ? To jest świetne wręcz piękne. Kocham Naxi ( lecz wolę Leomile) i nigdy nie lubię czytać o śmierci itp itd ale w twoim wykonaniu mi to pasuje. Czekam na kolejne historie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam gorąco.
Jest boooski <3
OdpowiedzUsuńJakie badziewie ?! ja widze tu tylko coś pięknego <333
Jest naprawdę świetny , czekam na następne <3
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCzy tylko u mnie poleciały łzy? ;c
OdpowiedzUsuńTo było takie piękne i prawdziwie <3
Czekam na następny <3
Jeju . . . poryczałam się . Najlepsza była końcówka :*
OdpowiedzUsuńBoski OS <3
Liczę na dłuższe :*
/Paula