Dla kochanej Smile and drem ♡
W podziękowaniu za wszystko
*pisane przy piosence "not about angels" ♡*
~~~~~~~
Zacisnęła powieki i rozłożyła ramiona. Czuła, jak wiatr muska jej twarz i kołtuni włosy.
Wzięła głęboki wdech.
Miała dość tego świata. Świata bez niego.
Pragnęła zrobić krok przed siebie. Rzucić się w jego ramiona.
Zapomnieć.
Jej stopy powoli szurały o kamienisty grunt. Aż go straciły. Spadała… Spadała z uśmiechem na twarzy, do czasu, aż jej ciało uderzyło o zimną taflę głębokiej wody. Niemal tak głębokiej, jak jego oczy.
♣♣♣2 lata wcześniej ♣♣♣
Złociste słońce oślepiało jej zaczerwienione oczy, a po brudnym od sadzy czole spływał pot. Widziała, jak oddala się w czyjś ramionach od płonącego budynku, który za wszelką cenę starali się ugasić strażacy.
I wtedy sobie przypomniała… Nie była tam sama.
Maxi…
W palącym się domu pozostał klucz do jej serca…
Zebrała w sobie wszystkie z możliwych sił i wyrwała się z uścisku wybawcy. Czuła, jak płuca rozrywa jej dym, którego się wcześniej nawdychała. Z jej oczu płynęły łzy, które pozostawiały na jej twarzy białe smugi.
Czując paraliżujący ból przy każdym kroku, zaczęła biec w stronę drzwi, by uratować ukochanego tak, jak uratowano ją. Nagle poczuła silne szarpnięcie na swoim obolałym ramieniu, czemu towarzyszył przeszywającym jej plecy dreszcz.
- Jego tam nie ma – usłyszała głos swojego przyjaciela.
Rozejrzała się dookoła.
Pożar był już niemal opanowany, a wszędzie walały się do połowy spalone przedmioty. Dodatkowo czuć było obrzydliwy odór spalonych włosów, który dochodził od niej.
- Gdzie?- spytała pełna nadziei. W oczach jej przyjaciela pojawił się ogromny smutek. Długo się wahał, czy odpowiedzieć, czy odejść bez słowa.
- Tam… - spojrzał na karetkę, z której kolejno wchodzili i wychodzili ratownicy medyczni.
Adrenalina, która krążyła w jej żyłach wraz z krwią, dała o sobie znać ponownie. Poczłapała do furgonetki najszybciej, jak to było możliwe i zamarła. Jego osadzone, opuszczone ciało leżało na leżance, a nad nim stali mężczyźni. Na przemian uciskali jego klatkę piersiową i odliczali.
Raz…
Dwa…
Trzy…
Cztery…
Liczby dudniły jej w głowie sprawiając ją w zawroty.
Trwało to niemal nieskończoność… A gdy jeden z ratowników zaczął wkładać jego ciało do plastikowego worka… Upadła na kolana.
Zaczęło jej brakować tchu. Zupełnie tak, jakby z jego odejściem wyparowało powietrze. Zaczęła się dusić. Walczyć o kolejny wdech… Z co raz większą trudnością.
Nagle… Zamknęła oczy. Odpłynęła. Pozostała w tym stanie przez najbliższe dni.
♣♣♣Teraźniejszość ♣♣♣
Uniosła zaspane powieki i zdała sobie sprawę, że leży na białej, pozbawionej najmniejszej skazy ziemi. Jej oczy raziła panująca wszędzie śnieżnobiała biel.
Podniosła się na łokcie i przypomniała sobie o tym, co zrobiła.
Skoczyła… Ona naprawdę skoczyła z klifu do morza.
Ale… W takim razie, czemu jest sucha? I co robi w tym magicznym miejscu? Nawet jej ubrania nie były takie, jak powinny. Miała na sobie długą, smukłą czerwoną suknię, która podkreślała brązowy kolor jej kręconych włosów.
- Miałem nadzieję, że nie spotkamy się tak szybko…
Podniosła głowę, a jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
Ten głos…. Tylko on potrafił ją doprowadzić do takiego stanu kilkoma słowami.
Ale co miał oznaczać ich sens? Czy nie chciał jej teraz widzieć?
Przecież mówił, że ją kocha…
Ale przecież…
On odszedł…
- Powinnaś żyć - dodał nieco głośniej i w magiczny sposób pojawił się tuż za nią.
Odwróciła się i pierwsze, co zobaczyła, to jego piękne, brązowe oczy, w których malowała się złość i frustracja.
- Ale ja… - tyle udało jej się wydusić z siebie.
Chciała powiedzieć, że żyje. Ale nie miała co do tego pewności, w końcu widzi swojego martwego chłopaka.
- Umarłaś… - powiedział, jakby czytając w jej myślach. - Skoczyłaś z klifu.
Pokiwała zamyślona głową i uśmiechnęła się.
Dotknęła jego bladej dłoni i spojrzała w przepełnione smutkiem oczy. Teraz będzie mogła być z nim już zawsze. Nic ich nie rozdzieli. Nawet śmierć, bo przecież ona okazała się za słaba dla ich miłości.
- Maxi, wiesz co to znaczy? –ścisnęła jego dłoń. - Teraz możemy być razem… Już zawsze…
Chłopak puścił jej rękę i odwrócił się do niej tyłem. Natalia nie wiedziała skąd brał się w nim ten chłód i obojętność. Bolało ją to, ale nie traciła nadziei.
- Natalko… - zaczął. –Popełniłaś samobójstwo –stwierdził. Dziewczyna pokiwała głową.
- A wszystko po to, by znowu móc cię przytulić.
Chłopak lekko się uśmiechnął, a potem znowu jego twarz przybrała minę grymasu i załamania.
- A dla samobójców nie ma miejsca w niebie. Przykro mi.
Załamana opadła na ziemię i przyjrzała się z dołu ukochanemu.
- Ale w takim razie… Co ja tu robię? – spytała drżącym głosem.
Czuła, jak załamuje się wszystko to, w co wierzyła. Odeszła od rodziny, przyjaciół… Wszystkich tych, dla których cokolwiek znaczyła… Po to by być w piekle.
- Każdy samobójca przed pójściem do piekła musi zrozumieć, na czym polegał jego błąd. Dlaczego musi spotkać go kara. Ja mam cię uświadomić.
Pokiwała głową i przyłożyła dłonie do twarzy. Zaczęła szlochać, ale z jej oczu nie płynęła ani jedna łza.
Czuła, jak w środku rozpiera ją smutek, zupełnie tak, jakby wszystkie cechy, które w sobie miała zanikały. Nie rozumiała, na czym ma polegać jej kara, ani to, co zrobiła temu losowi, że zabiera jej wszystko to, co kochała.
Najpierw zabrał jej chłopaka w najstraszliwszy z możliwych sposobów. Potem, gdy sama pokonała swoje trudności, by go odzyskać, on ponownie go od niej odsuwa… tym razem na zawsze.
- Samobójcy nie potrafią płakać. Wraz z łzami ucieka z nich smutek. A to jest część twojej kary. Już zawsze masz czuć ból. Taki sam, jak twój podopieczny.
W jego głosie kryło się tyle złości i innych negatywnych emocji, że niemal go nie poznawała. Nie był już jej ukochanym Maxim. Śmierć zabrała nie tylko jego duszę, ale też wiele cech, które w nim kochała.
- Co to znaczy? Ja nic nie…
- Wiem – przerwał jej. – Zaraz ci wyjaśnię…
Wziął ją za rękę i zaprowadził w nieznaną stronę. Była tam mała, błękitna dróżka, która prowadziła do jasnoniebieskiego jeziorka.
Dojście do niego zabrało im chwilę, którą spędzili w błogiej ciszy. Naty napawała się bliskością chłopaka i tym, by doskonale zapamiętać dotyk jego ciepłej skóry.
- Spójrz w taflę wody i dokładnie przyjrzyj się temu, co w niej zobaczysz.
Pokiwała głową i schyliła się, by dokładniej móc zobaczyć świat, który malował się w wodzie.
Obraz przedstawiał ulicę pogrążoną w nieustającym ruchu. Natalia była pewna, że już gdzieś wcześniej ją widziała, ale nie wiedziała, gdzie. Wszędzie unosił się pył, który unosiły ludzkie nogi, które przechadzały się po zatłoczonym chodniku w tę i z powrotem.
Nieopodal był zaułek, a w nim dużych rozmiarów kontener na śmieci. Z pozoru taki sam, jak wiele innych. Ale miał w sobie coś, czego nie było nigdzie indziej.
Schowany był w nim pewien chłopak… Na oko w wieku dziewczyny. Pogrążony we śnie ściskał plastikowy worek pełen odpadków niczym najmiększą poduszkę.
Odsunęła się trochę i opadła na chłodną glebę.
- Ten chłopak… - wyszeptała. Federico pokiwał głową.
- Umarł z głodu. Przez Twoją śmierć – odpowiedział bez najmniejszego skrupułu, a następnie usiadł obok niej.
- Ale jak mógł umrzeć przeze mnie? Ja go nawet nie znałam…
Nic nie rozumiała.
Zupełnie nic. W jej głowie wszystko się ze sobą plątało tworząc nordycki węzeł. Nie miała pojęcia co powiedzieć, jak się zachować. Okazać skruchę? A może zwyczajnie udać, że nic się nie stało? Nie miała siły martwić się problemem tego chłopaka, skoro sama miała swoich aż za nadto.
- Każdy z ludzi ma misje, od której zależy jego życie wieczne – powiedział. – Ale żeby nie było tak łatwo, nikt z żyjących ludzi o tym nie wie. Po prostu jest sobie i napotyka na to „coś”, co powinien zrobić. Staje wtedy przed wyborem, czy odwrócić się i odejść, czy może spróbować zadziałać. W ten sposób poznaje się, czy ktoś jest dobry, czy zły.
Natalia podniosła smutne spojrzenie pełne obaw.
- Ale ja go jeszcze nigdy nie spotkałam… Nie mogłam mu pomóc… - wyszeptała. Maxi objął ją ramieniem, by okazać jej odrobinę wsparcia.
- Nie spotkałaś go, ponieważ umarłaś nazbyt wcześnie i z własnego wyboru. A śmierć nigdy nie jest wyborem. Ona po prostu przychodzi… I trzeba ją wtedy zaakceptować.
Wtuliła się w jego pierś, tak jak zawsze robiła, gdy się bała.
- Ale ty też umarłeś bardzo wcześnie, zdążyłeś wypełnić swoje zadanie?
Chłopak spojrzał na nią troskliwie, po raz pierwszy od dwóch lat.
- Nie… Ale to co innego –odpowiedział. - Ja umarłem, ale nie z własnego wyboru. Po prostu tak się stało i inna osoba dostała moje zadanie.
Podniosła zaciekawiona wzrok. - Kto?
Pokręcił głową.
- Nie wiem.
Minęło kilka chwil, nim odeszli znad magicznego jeziora. Nie rozmawiali zbyt wiele.
Mogłoby się zdawać, że Naty, jako osoba, która popełniła samobójstwo z miłości ciągle będzie przytulona do jego szczupłej sylwetki. Zapatrzona w jego czekoladowe oczy.
Ale nie była.
Zrozumiała, czemu Maxi jest taki oschły. Taki… Nieprzyjemny.
Chciał ograniczyć jej cierpienia. Przecież za chwilę miała zejść do piekielnych bram i tam spędzić wieczność. W samotności.
- Dlaczego postanowiłaś się zabić? – spytał.
Zacisnęła powieki i westchnęła.
- Wiesz, co to za życie, kiedy ktoś, kogo się kocha jest daleko? - spytała. – Żadne. Ciągła tęsknota, obwinianie się i szukanie rozwiązania, którego nie ma. Tak wyglądały moje ostatnie dwa lata. Aż w końcu się poddałam.
Jego oczy zaszły mgłą, a policzki pobladły. Wiedział, doskonale wiedział, jak wiele bólu zada jej odchodząc. Ale nie miał na to wpływu.
- Nie chciałem Cię opuszczać… - szepnął.
Pusto się uśmiechnęła.
- W dniu Twojej śmierci zapadłam w śpiączkę.. Nie było mnie na świecie przez sześć tygodni…. Nie potrafiłam się obudzić z myślą, że nie ma Cię obok… A gdy to już nastąpiło… pogubiłam się.
Pokiwał głową na znak, że rozumie i ścisnął jej spoconą dłoń. Przyłożyła głowę do jego ramienia i wzięła kilka głębszych wdechów.
- Wiem… - odpowiedział drżącym głosem.
- Nic nie było dla mnie gorsze od wieści o Twojej śmierci. Potrafiłam nic nie jeść i pić dniami. Potrafiłam nie odezwać się słowem przez tygodnie – westchnęła. -Świadomość, że mnie uratowali, a Ciebie nie, zabijała mnie od środka. Już nie miałam siły, po prostu nie mogłam…
Po jej policzku spłynęła jedna, pojedyncza łza.
Podobno samobójcy nie płaczą?
Gdy w grę wchodzi takie cierpienie, jakie przeżyła Natalia i tak ogromny ból, jaki tygodniami nosiła w sercu, nie było mowy o wiecznej karze, przydzielonej przez niebiosa.
Nie istniała żadna gorsza kara od rozdzielenia jej od ukochanego. A przecież taki los zgotowano jej jeszcze za życia.
- Chciałbym powiedzieć, że będzie dobrze, ale… Nie mogę. Doskonale wiesz, co się teraz stanie… - szepnął w jej włosy. Skinęła głową i odeszła kilka kroków od Maxiego. Stanęła na wprost magicznego jeziorka i przyjrzała się w nim swojemu odbiciu.
Widziała w nim małą, skrzywdzoną przez los kobietę. Z pozoru niewinną i bezbronną. Lecz w jej oczach kryła się złość. Wściekłość spowodowana tym, co przyniosło jej życie. A raczej tym, co jej zabrało.
Teraz doskonale rozumiała na czym polegała jej kara.
Została ukarana za piękną miłość, którą obdarzyła Maxiego.
Potem wszystko samo się potoczyło. Jedna łza za drugą. Jedna decyzja za drugą.
A teraz przyszło jej zapłacić za swe błędy.
- Jestem gotowa… - szepnęła w otchłań i spojrzała na chłopaka. – Chciałabym, byś to Ty mnie tam zaprowadził… -prosiła.
Do oczu napłynęły mu łzy. Nigdy nie spodziewał się żegnać z ukochaną. A już na pewno nie na zawsze. Teraz pozostało mu iść z nią ostatnią drogą.
Drogą do Piekła.
Stała wpatrzona w wielkie drzwi o krwistoczerwonym odcieniu, dokładnie takim samym, jak jej sukienka. Dookoła panowała biel i tylko tajemnicze drzwi były jednym akcentem kolorystycznym. Patrzyła na nie z oczami pełnymi strachu.
Nie wiedziała, co przyniesie jej ten jeden krok oprócz smutku i cierpienia.
Odwróciła się przodem do Federico i przyjrzała się jego zatęchłej minie. Stał wpatrzony z nią ze smutkiem. Nie chciał się z nią żegnać, nie w taki sposób i nie tu – wiedziała o tym.
Ale to było nieuniknione. Tak miała wyglądać jej kara.
Kara za miłość.
Wtuliła się w jego ramiona, które on rozłożył dokładnie tak, jak wtedy, gdy spadała z klifu w otchłań morza i uściskał ją w nich jak najserdeczniej.
Spojrzał w jej oczy i delikatnie musnął jej wargi.
Pocałunek – ten, którego zabrakło jej przy powitaniu stał się ich pożegnaniem. Rozżarzone ciała, które nigdy nie miały się ochłodzić. Stęskniała dusza nie mająca prawda nigdy zaspokoić swych potrzeb. Ostatnie spojrzenie rzucone oczami pełnymi łez, których nie miało prawa być.
I to słowo rzucone na wiatr otwieranych wrot piekła.
- Żegnaj…
Upadł na kolana i wpatrywał się w zatrzaśnięte już drzwi.
Drzwi, za którymi zniknęła jego miłość. Została skazana na piekło – miejsce, z którego raptem chwilę temu się wyrwała.
Powstał z białej ziemi i szybkim krokiem przemierzył niebo, by dojść do magicznego jeziora. Wpatrywał się w nie chwilę, aż w jego tafli zamiast swojego odbicia zobaczył ogromne, jasne pomieszczenie. Leżała w nim na łóżku pewna kobieta ze spoconym czołem i zarumienionymi policzkami. Dookoła niej stali lekarze, którzy za wszelką cenę starali się wyciągnąć z niej dziecko. Odbywał się poród.
Na świat przychodziła nowa istotka. Nowa dusza, która czeka, by wypełnić powierzoną jej misję i znaleźć się w niebie.
Nagle pomieszczenie przesiąkło krzykiem. Krzykiem nowonarodzonego dziecka. Jeden z mężczyzn wziął je w dłonie – jeszcze całe ubrudzone krwią matki i podniósł je do góry.
Noworodek otworzył oczy. Oczy o pięknym, bursztynowym odcieniu. Matka pogłaskała dziecko po główce i zapłakała ze szczęścia. Podobnie jak dziecko. To była dziewczynka. Piękna dziewczynka.
- Nazwę ją… Liliana… - powiedziała kobieta biorąc pociechę na ręce.
Maxi uśmiechnął się do dziecka i westchnął… Liliana… Tak miało na imię nowe wcielenie jego ukochanej.
Tak miało na imię nowe wcielenie jego Natalki.
~ Bo nasz świat jest piekłem, a śmierć jest wybawieniem..
~~~~~~♥~~~~♥~~~~♥~~~~~~♥~~~~♥ ~~~~~
Witam was, aniołki ♡
Mam nadzieję, że shot wam się spodobał - wiem, nie jest fajny ani ładny, ale się strałam, żeby był przyzwoity :)
Tak z innej beczki - w najbliższym czasie założę drugiego bloga, tym razem z jednym ciągłym opowiadaniem :)
O wszystkim będziecie informowani tutaj >>>> ask.fm/Lilka_Ferro
Buziaczki i do następnego, misie :*
Wiki aka. Lilka